Magdalena

Pod Novotelem czeka na mnie Magda. A właściwie Pani Magdalena, bo tak tytułujemy siebie od wejścia. Pani Magdaleno, Panie Pawle. Kurtuazja z odrobiną kokieterii. Wtorek, północ z niewielkim okładem, pewnie wyszła z któregoś lokalu na Parkingowej.

Magda jest szczupłą wysoką blondynką, z dużym biustem. Efemeryczne rysy twarzy, drobna, dobrze ubrana. Bardzo w moim typie. Widzę ją z daleka, pod Novotelem – o dziwo – pusto, jest ona. Gasi czubkiem szpilki nie dokończonego papierosa i wsiada.

– Dobry wieczór, pani Magdaleno.

– Dobry wieczór, panie Pawle.

Ciężki zapach perfum /Cerrutti? Ralph?/ miesza się z zapachem alkoholu i dopiero co palonego przez nią papierosa. Uwielbiam taki zestaw. Ruszam z piskiem, po kozacku, jak nastolatek. Nic nie poradzę, silniejsze ode mnie.

– Już mi się podoba. – mówi Magda i łapie moje spojrzenie w tylnym lusterku. Oczy ma niebiesko-zielone. Duże, lekko skośne.Otoczone karawaną rzęs.  Jak przesmyk na morzu Marmara, myślę, coś pomiędzy Europą a Azją.. Nic tylko zanurzyć się, utopić. I tak samo niebezpieczne, jak to połączenie.

50 metrów i stajemy na światłach pod Rotundą. Ale pojechałem na tym pisku.

– Którędy pani woli, pani Magdaleno? – odwracam się przez fotel, lekko bezczelnawo patrzę Magdzie prosto w te oczyska. Chyba lekko filuję na biust też, to mimowolne. – Bo możemy prosto, albo w lewo. – Kurwa, filozof ze mnie.

– A jak pan woli, panie Pawle? – odbija pytanie.

– W lewo. Serce mam po lewej stronie. – odpowiadam. Lekka żenua, co zrobić. Nie zawsze mistrz ciętej riposty. Magda ratuje.

– Róbmy tak, jak pan woli, panie Pawle – mówi blondi i poprawia włosy, wciąż łapiąc mój wzrok w lusterku. Jest ładna, bardzo ładna, prawie piękna. I dosyć pijana, wyczuwam to.

Zielone. Skręcam w Aleje. Jest kilka samochodów, robię slalom między pasami, myk na prawy, podłoga, hamulec, myk na środkowy, znowu podłoga. W piętnaście sekund jesteśmy pod Centralnym. W radio Green Day ‚Wake me up when September ends’. No kurwa, jak w Liście życzeń. Podgłaśniam opór. Już nie Marmara, bardziej plaża w Mielnie.

 

– Coraz bardziej mi się podoba, panie Pawle – mówi Magda.

I znowu poprawia włosy, znowu look na mnie w lusterku. Kurwa, zaraz zrobię coś głupiego. Paweł, stop it.

Jedziemy Jana Pawła w stronę Żoliborza. Prowadzę z fantazją. Magda opowiada, jak to lubi szybką jazdę i że z Poznania do Warszawy w dwie godziny jej rekord. Dwie godziny? – myślę – trochę fantazjujesz, koleżanko. Do bramek w Strykowie to jeszcze, ale gdzie tam do Warszawy.

– A w Poznaniu jest Uber? – pytam.

– Jest. A co, przeprowadzi się pan do Poznania panie Pawle?

– Z panią, pani Magdaleno, od razu. – odpowiadam.

Znów to spojrzenie we wstecznym, znów poprawia włosy, jej oczy śmieją się do mnie. Skup się na drodze, Paweł.

Dojeżdżamy pod adres. Nie, nie wezmę od niej numeru. A może wezmę. Waham się jak panienka. Zatrzymuję auto. Magda wysiada. Na odchodne mówi:

– Tylko z panem będę jeździć, panie Pawle.

Akurat. Weź tu, znajdź i wybierz kierowce z Ubera. To tak nie działa. Widzimy się ostatni raz.

Patrzę, jak odchodzi w stronę bloku, kręci biodrami, odgarnia włosy. Jasne spodnie opięte na mega pupie. Taki przesmyk Marmara, znów. Tylko węższy. Magda zerka przez ramię, unosi dłoń, uśmiecha się do mnie. Śle całusa na otwartej, idzie dalej, znika. Ruszam powoli, odjeżdżam. Dobrej nocy pani Magdaleno. W samochodzie jeszcze długo pachnie Cerrutti.

(Visited 2 010 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Play
Play
Play
previous arrow
next arrow
Slider