Tadek pilotuje boeinga

Znów pasażer-pilot nad ranem. Wychodzi z bloku na Kabatach. Full uniform, czapka z wieloma otokami, plus pętelka centralnie pod daszkiem na tych otokach, Ten sam szlaczek walnięty na rękawkach marynarki, razy dwa, bo i dwa rękawy. Czarna kabinówka na kółkach, całkiem jak ten ranek na Kabatach.

Tym razem polski pilot, nie kanadyjski*, widzę po uniformie. Czyli jedziemy na Okęcie. A raczej tuż obok, wjazd od 17. stycznia, budynki LOT-u. Nie muszę pytać, dokąd kurs. Trochę tym uberem już jeżdżę.

Lubię wozić pilotów. Prawie tak samo, jak stewy. No, stewy jednak chyba trochę bardziej. Paweł, wróć, o stewach kiedy indziej będzie. Teraz o pilocie. Zatem lubię ich wozić. Fascynują mnie odrzutowce, robota pilota /oho, znów Norwid/ i w ogóle.

Na aviation safety network mam własne konto. Plus całkiem sporą kolekcję instrukcji bezpieczeństwa pokładowego, tych ofoliowanych. Różnych linii, różnych samolotów. Kiedyś dużo latałem, to i nazbierałem. Mają jedną cechę wspólną, te instrukcje. Na każdej napisane: ‚Please do not remove from the aircraft’. Czasem na czarno, tłustym drukiem, czasem na czerwono, z wykrzyknikiem. Bywa, że i w ramce napiszą. No, aż korci, żeby zabrać. Pomiędzy strony gazety wsadzić, albo złożyć na cztery, jak miękka i w kieszeń. Na nielegalu, of kors, tak jak całe moje życie. Ciekawe, czy na allegro można wystawić taką kolekcję.

–  Duży ruch na uberze o tej porze? – pyta Tadek, pilot, jak już wymanewrowałem z osiedla. Pytanie standard, chce pogadać. Jak każdy pilot. Mega rozmowni są piloci. Takie spostrzeżenie. Pół filozoficzne, złota UBERmyśl.

– Poniedziałek rano, więc spory – odpowiadam – już trzeci raz na Okęcie śmigam, sami pasażerowie do tej pory, pierwszy pilot – zgodnie z prawdą, mówię. Poniedziałkowe poranki to na uberze żniwa, prawie jak sobotnie noce. – Dokąd pan dzisiaj lata, panie Tadku?

– Londyn. 194 miejsca na pokładzie, wszystkie zajęte. Nawet overbooking mamy – mówi pilot. – Grunt, że tylko jeden kurs. Przed czternastą już w domu. I trzy dni wolnego. Co ja, kurwa, z tym wolnym czasem zrobię, haha.

Oho, boeinga pilotuje. Łapię, pomimo wczesnej pory. Na embrajera, nawet tego największego, za dużo, na drimlajnera za mało. A 767 wycofali jakiś czas temu. Więc boeing, z tych mniejszych.

– Czyli B737? – pytam.

– Zgadza się – odpowiada pilot z tylnej kanapy.. Chyba z szacunkiem odpowiada, lipy nie ma, kierowiec-fachowiec.

– Staroć ten 737. – mówi pilot –  Starzy piloci, stare maszyny. Ja, kurwa, najmłodszy w całej gwardii, haha – śmieje się.  I zmienia temat, jak na ćwiczeniach w symulatorze, gdzy sznur dzikich kaczek.  – A wie pan, na lotnisko, to uberem jeżdżę, bo czas mi cenny, za to z lotniska, czasem taksówkę biorę. Wtedy kurs za darmo mam, haha.

– Jak to, za darmo pan ma, pilotów gratis wożą? Czy lot polisz erlajn kupony na powrót, w elle-taxi rozdaje. – serio, zaciekawił mnie. W końcu zawodowy temat.

–  Opowiem panu, bo to ciekawa historia – Zamieniam się w słuch. Pilot Tadek opowiada.

– Więc idę, na postój taksówek, tych licencjonowanych, pod lotniskiem i udaję, że cudzoziemcem jestem. Takim dopiero-co wylądowanym pilotem, zmęczonym podróżą. Podaję adres. Jednocześnie włączam GPS tracker. Wożą mnie ci taryfiarze, no kurwa, wszędzie mnie wożą, zanim na te Kabaty dotrą. Rekordzista 4x przez Wisłę przejeżdżał. Spytałem wtedy, skąd tyle rzek w Warszawie. Że dopływy, powiedział. Riwer-baj-riwer, ju noł. A u mnie tracker włączony. I jadę, i śmieję się, i czekam co dalej. Ale twardo, nadal po angielsku do nich mówię.

– Dojeżdżacie i co wtedy? – pytam, gasząc śmiech. Mega mnie rozbawił.

– Wtedy dopiero szopka. – kontynuuje pilot-Tadek. – Taksiarz, że 150 złotych się należy, a ja po polsku odpowiadam, krótkim ni-chuja. I pokazuję GPS-a. I zadaję dwa pytania. Pierwsze z nich, to czy policję wezwać. I że gnój ma jeszcze wybór. A wie pan, jakie drugie pytanie zadaję?

– Nie wiem, panie Tadku. – odpowiadam. Kozak gość, myślę, nie darmo te licencje na pilota.

–  Haha, czy policję wezwać. Takie drugie pytanie zadaję. – Tadek rozbawiony, kładzie się na tylnym siedzeniu meganki z tego śmiechu. Ciekawe, jak tego boeinga za chwilę poprowadzi, na Heathrow. Oby dobrze.

–  A oni wtedy – Tadek krztusi się ze śmiechu – no wtedy, spierdalają, jak same złoto, Normalnie uwielbiam taksówkę brać z lotniska. Licencjonowaną, wiadomo. Haha – śmieje się pilot na pokładzie ubera.

Śmieję się razem z nim. Faktycznie, rozpracował system. Gdy wysiadamy, pod LOT-em, pilot Tadek podaje mi dłoń. Szczery, mocny uścisk, spojrzenie prosto w oczy.

Tyle samo startów, co lądowań, panie Tadku!

-______________________________

* o kanadyjskich pilotach było w tekście jakiś czas temu. I o kurwach w nim było, w tym tekście. Kto nie czytał, link poniżej. Chyba polecam, bo dość prawdziwy ten tekst. Jakoś umknął.

 

Letnie noce. Śpiewają zięby

 

 

 

2 thoughts on “Tadek pilotuje boeinga”

  1. Wiktor says:

    LOT lata na Heathrow, nie na Luton 🙂

    1. mm
      Paweł Grott says:

      Ma Pan rację, dziękuję. Z wizzairem na Luton mi się pomyliło, tym słynnym szósta rano z Okęcia. Bilety za złotówkę na ten lot dostać, z cudem graniczy, pół Polski nim lata.

      Już zmieniłem w tekście.

      Pozdrawiam ciepło,
      Paweł Grott

Dodaj komentarz

Play
Play
Play
Arrow
Arrow
Slider