Cycki wróżki Bożeny

 

Tuż po piątej nad ranem skręcam z Wału Miedzeszyńskiego w nieutwardzoną. W prawo, ku Wiśle, nawigacja prowadzi. W jakieś zarośla, cienka, wyboista dróżka między nimi. Ogólnie lekko upiorne klimaty, miejsce zapomniane przez Boga i czas. Półmrok. I te krzaki. Plus wierzby, płaczące, co naginają bezlistne gałęzie ku ziemi, jak wstęgi przy pogrzebowych wieńcach. Sierpowaty księżyc, lekko przysłonięty czarną chmurą, też nie pomaga. Jest całkiem, jak wycięty z paper-mache, ten stalowy łuk zachodzącego księżyca na z wolna bielejącym rannym brzaskiem niebie, lekko przysłonięty niewielką, czarną chmurą.

Albo jak z Conan-Doyle’a, te klimaty, w końcu Wisła tuż obok, aktualnie po lewej, zaraz się zmieni, żwirowata droga goni pijanego węża, wśród wysokich na dwa metry trzcin. Jakieś krzaki, bagna, szuwary, ogólnie grząskie podłoże, tak intuicyjnie, wyczuwam wokół. Zaraz pies Baskerville’ów wyskoczy przed maskę meganki, myślę. To, że wyhamuję, to pewne, bo powoli jadę, koszmarne wertepy. Pytanie, co dalej, gdy już okrutno-żółtymi ślepiami zaglądnie mi w oczy, oświetli mnie. Na wstecznym będę uciekał przed bestią? Bo, jak. Nie wyminę, przecież, zbyt wąsko jest.

W końcu widzę jakieś baraki, finał tej mojej szutr-ralley z dwudziestką na liczniku. Oho, jakaś cywilizacja, myślę, co z tego że gierkowska, z wyglądu. Sypiący tynk, pokruszone dachówki, zębate puste oczodoły okien, w biało-obdartych framugach pokruszonych szyb. Oto mój adres docelowy. Nic, to poczekam uber-pięć-minut, na Bożenę, co zamawiała i spierdalam stąd, myślę. Zamykam centralny zamek, w drzwiach, na wszelki wypadek.

Po trzech minutach, kobieca postać, wyłania się z mroku i z pyłu. I to konkretnie kobieca, wysoka blondynka, w dżinsach, elegancka. Na wypasie, ogólnie. Dziewczyna Hakorękiego, tylko mocno podrasowana. Widzę ją w jasnej smudze reflektorów meganki, jak wychodzi z tych baraków, trochę osłania nadgarstkiem, torebką, wzrok, przed długimi. Ot, jakoś tak mi się włączyły, te szosowe, same.

Przesuwam przedni fotel pasażera, żeby na komforcie jechała, z tyłu, jak już wsiądzie. Bo nogi oceniam na miodne, w tych światłach meganki, minimum metr-dziesięć. Dodaj do tego długaśne szpilki, na których nadchodzi, czasem potyka się o nierówności nadwiślańskiego terenu. Już jest u mnie w aucie. Adres docelowy wbity w apkę, Sarmacka na Wilanowie. Ruszam. 500 metrów milczącej drogi, po szutrze, już prawie na Wał Miedzeszyński wyjeżdżam.

– Teraz skręcimy w prawo, pani Bożeno i przez Siekierkowski pojedziemy na Wilanów – mówię.

– Przecież wiem, że w prawo – odpowiada pasażerka, całkiem poważnie – W końcu jasnowidzką jestem.

Aż zerkam we wsteczne, o co chodzi. No #przeczytajmojesny, normalnie.

Serio? Uśmiecham się. I skręcam, z szutrowej, w prawo, w stronę Wilanowa, ku cywilizacji. Zastanawiam się, skąd wróżka w nadwiślańskich krzakach, o piątej nad ranem ‚Ot tak, troszkę wpadłam, wiosenne szuwary, bazie o księżycu pozbierać, jak wiosną-rosną nad ranem, podglądnąć, podsłuchać, co tam w trawie szeleści’

Nie zgadnę, zatem pytam:

– Co pani robiła, na tym pustkowiu, gdzie wrony zawracają, pani jasnowidzko? Po pierwsze wiosenne ropuchy do kotła pani podbiła? – ropuchy ponoć przydatne, do wróżb, gdzieś mi się obiło o uszy.

– Nie, nie po ropuchy, czemu. Studio tam stacja wynajmuje. Wie pan, byłam w TVN na żywo – mówi Bożena, poważnym głosem – program prowadziłam, trzy godziny na siedząco, ani rusz.

O, ciekawie się robi. Gdzieś tam, Historie w mroku, Lotnicze katastrofy mi  się kołaczą, ale to delikatnie, tak z tyłu głowy, ta wiosenna ramówka. Wiozę Bożenę. Aktorkę. Twarz TVN, co z szuwarów. No, sztos.

Dopytuję:

– Jak to, w tefauenie, pani Bożeno, o tej porze?

– A tak, karty wykładam nocą, ludziom wróżę, na ekranie telewidzom tarota stawiam.

Bingo, jesteśmy w domu, już kojarzę. Wróżka Oriana, tajemnice losu, te klimaty, na pewno wiecie o co chodzi. Te nocne szoł na minimalnym budżecie, gdy końcowy kadr ostatniego filmu z ramówki jakoś wam minie, niepostrzeżenie , zanim oczy się zamkną, a dłoń upuści pilota pod fotel. Wtedy niebieski poblask pokoju przez pół-otwarte oczy widzicie, na ekranie wróżka, kula kryształowa, jakaś świeca.  Telefony od zagubionych w czasie bezsennych odbiera, tych, co szukają odpowiedzi na różniste dylematy, głównie sercowe, choć nie tylko, te sercowe.

Czasem inne, na przykład logistyczne, choćby taki:

To gdzie jest mój rower? Już, już mam zapytać, wróżki Bożeny, bo faktycznie, tak się składa, że zniknął z wózkowni jakieś pół roku temu, przepadł. Ostatecznie zmieniam zdanie, nie pytam o rower.

Raz, że kolarz ze mnie żaden, bardziej przez przypadek zauważyłem, że go nie ma, mojego roweru, w wózkowni, gdy sąsiadce spod dziewiątki pomagałem wytaszczyć jej amsterdamkę z wielgachnym koszykiem. Nawet miałem o tym poinformować jakieś władze, policję wzywać, że gdzie mój rower, ale odpuściłem, zapomniałem, melancholijnie wpatrzony w wiolonczelowy kształt odjeżdżającej na holenderce sąsiadki. Dwa, że inne, mniej prozaiczne pytanie mam do Bożeny, bardziej metafizyczne:

– I wierzy pani, w te karty, całą tę ezoterykę? Czarnego kota, herbaciane fusy, zbite lustro i dziewięć kielichów? – pytam. A co, zagram va banque. Obnażę kłamstwa telewizji. Po cichu liczę, na zimny cynizm wróżki.

Nic z tego, moja pasażerka nadal jest poważna jak śmierć, ta na tarotowej karcie:

– Wie pan, myślę że mi powinni płacić i pięć tysięcy, za godzinę tych wróżb – mówi jasnowidzka na tylnym meganki. – Ludziom pomagam, życie zmieniam, przyszłość odsłaniam. Oni się miotają, a w kartach, wszystko jest.

Przez chwilę zastanawiam się, czy nie zatrzymać meganki, nie poprosić Bożeny o szybkie rozłożenie kart tarota, na kokpicie, czy na dachu auta. Jednak nie, słaby pomysł, tak sądzę. Już lepiej zawiozę ją na tę Sarmacką, pożyczę spokojnego ranka, na pewno wycieńczona, tymi nocnymi wróżbami jest.

Poza tym, moje życie proste, jak jeżdżenie uberem, nie miotam się. A roweru, tak naprawdę, nigdy nie potrzebowałem.

Więc, o co bym się miał pytać?

***

Zanim Bożena wysiada, na tej Sarmackiej, zadaję jeszcze jedno pytanie, szybkie:

– A jak koleś zadzwoni, i powie: ‚Pokaż cycki’, to co pani na to, pani Bożeno?

– Reżyser programu nie dopuszcza do takiej sytuacji – odpowiada Bożena, nadal poważnie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

(Visited 1 435 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Play
Play
Play
previous arrow
next arrow
Slider