Wiktor i czekoladka

 

Foksal żyje, Foksal pije. Foksal bawi się w środku nocy, na całego. Choć wcale nie sobota dzisiaj, a środek tygodnia. Za to jakiego tygodnia. Wielkiego. Wszędzie imprezy na bogato, zajączki, jajeczka. I chlanie. Ze skorupek od jajka zmrożona wódka smakuje wybornie,, zwłaszcza ta siódma i kolejne. Taka moda, tu i teraz, żeby z kurzych skorupek, a pod zajączka, walić. Niech uszy ma długie, zajączek, a i skoki rącze, by przed myślinistrem Szyszko z flintą czmychnąć w porę, w kukurydzę. Bo nie między drzewa ucieknie zajączek, te akurat wycięte. Zatem cała sala sza! I pod zajączka po raz trzeci.

Za kilka dni będzie Wielkanoc, obwieszczają forsycje, na żółto. A nocny świat już teraz, świętuje święta. Ten korpo-świat, prawdziwy świata kwiat.

Już trzeci kurs z Foksal dziś robię, a dopiero pierwsza w nocy, rozchełstane koszule, pomięte marynarki, bełkocące głowy rozwożę, do cichych apartamentowców niedaleko centrum. Sam UBERselect*, karta służbowa podpięta, korpo-życie na bogato, hulaj-dusza, piekła nie ma, jest zmartwychwstanie. I to dokładnie za cztery dni, bo dziś Wielki Czwartek.

 
Bawi się i Wiktor, też epicko, wybornie, też przedświątecznie. Tym razem nie Foksal. I nie UBERselect, zwyczajny, plebejski UBERpop. Zgarniam go spod słynnego burdel-klubu, tfu dancingu, grill- restauracji w Alejach Jerozolimskich. Bawi się na bogato, jak się okazuje, niedługo potem, gdy wsiądzie. Ale najpierw żali mi się, na poprzedniego uber-kierowcę, co odjechał mu sprzed nosa, spod lokalu i skasował Wiktora na 10 złotych, za anulację.

– Bo wie pan, wkurwiłem się, serio. Dla mnie teraz każda złotówka droga, będę głodował, po tej imprezie w Sogo, co przed chwilą – mówi. – Kasy puściłem co niemiara. Na taką Murzyneczkę, strasznie fajna dziewucha.

Oho, znów black sex, myślę, jakoś temat powraca ostatnio, hmm. Spokojnie doradzam mu, żeby złożył reklamację, za tamten kurs, uber zwróci pieniądz momentalnie. Zawsze zwraca, w takich przypadkach. W innych zresztą też, taka polityka widać, z gestem. Nic dziwnego, skoro 25% prowizji biorą, od każdego kursu. Stać ich na gest. I na prawników pewnie, lobbystów, ośmiorniczki, etc.

Tymczasem Wiktor na tylnym fotelu  rozgaduje się. O detalach swojej eskapady do burdelu opowiada, na szczęście na razie bardziej na aspekcie finansowym tej wyprawy się skupia, bardziej mu leży na żołądku, ewidentnie.

Dogłębnie poznaję cennik, z ust Wiktora. Jack Daniels z colą 37 złotych. To dla klienta, bo dziewczyny łyskacza nie walą, jasna sprawa. One eksluziw więc szampan. Na butelki, nie kieliszki, bo kto wygazowany potem weźmie? Jak już ‚pyk!’ otworzą, wiadomo. Od pięciu stówek butelka. I wzwyż, i wzwyż. Pięterko i pokoiki. 1,500 za godzinę, pięć koła za noc. W cenie wszystko – wffffyssstko, pan rozumie, wffffysssstko – błyszczą się oczy Wiktora, gdy opowiada. No, może poza drinkami i napiwkami dla dziewczyn, to dodatkowo, one też muszą coś z tego mieć.

Aha. A teraz będziesz reklamował tę dychę w uberze, Wiktor. Bo spóźniłeś się, widać numerka od szatni szukałeś, między udami z czekolady. A mi za minutę powiesz żebym skręcił w lewo, na Filtrowej, pod twój blok, podwójną ciągłą przeciął żeby nie nadrabiać 400 metrów na legalną zawrotkę dwa światła dalej, 50 groszy przyoszczędzić. Wiadomo, półtorej kajzerki, dla umierającego z głodu, rajski Eden. Ni chuja, Wiktor, niestety, nie da rady. Włączam się w monolog.

–  To nie lepiej na odloty wejść, Panie Witkorze? – bardziej stwierdzam, niż pytam, bo dość oczywista ta oczywistość – i taniej, i wybór większy przecież.

–  A lepiej, lepiej, żeby pan wiedział – odpowiada pasażer i dodaje zaraz, usprawiedliwiając się – to wszystko przez kumpla. To on mnie wyciągnął.

–  Aha, wszystko jasne – mówię. – to co, pewnie kumpel jeszcze został, tam w pokoiku za pięć tyś? Bo sam pan wraca.

–  A gdzie tam, żeby jeszcze – żali się pasażer. I wyjaśnia, lekko dumny z siebie – zawinął się, jebaniec, po jakichś piętnastu minutach od wejścia. A ja sam zostałem, aż do teraz. No nie sam, z tą czekoladką zostałem. Ja to już tak mam, konie raz popuścisz to w gaaaaloooop! Hahaha.

#galopującykońwiktora. Liczykrupy, najebanego gawędziarza. No żesz. Jakoś nie mnie nie wciąga ta story. Jakoś nie.

– A przynajmniej warto było, panie Wiktorze? – zagaduję ten nielegalny lewoskręt, na Filtrowej, mijam kamienicę Wiktora z lewej. Zaraz nawrotka na światłach i już jesteśmy.

– No na początku, to nawet bardzo warto było. A na koniec ona rozczarowana, że niby mnie nie kręci. A to nieprawda – mówi Wiktor, gdy podjeżdżamy pod adres. I dodaje:

–  Po prostu szczać mi się chciało, okrutnie.

________________

* W zależności od komfortu auta i oceny kierowcy, uber oferuje pasażerom 2 rodzaje usług przewozowych w Polsce, POP i SELECT. Ten pierwszy, tańszy, to w 90% skoda fabia i ukrainiec za kółkiem. Ten drugi, droższy, to w 90% skoda octavia i ukrainiec za kółkiem.  Ale taki lepszy ukrainiec, co się zna na mapie i parę słów po polsku, też zna. Tak mówią moi klienci. Jest jeszcze UBEReats, ale to inna bajka, tam hindusi pizzę rozwożą po centrum, na rowerach. To i tak słaba dywersyfikacja portfolio produktowego, w innych krajach bywają jeszcze ubery X, XL, Black, a nawet Chopper. Czyli klik w apce, wybierasz UBERchopper, i przylatuje helikopter. Można? Można.

 

 

(Visited 1 849 times, 1 visits today)

2 thoughts on “Wiktor i czekoladka”

  1. Kandydat says:

    Ciekawe to nocne życie Uber kierowców, chyba sam kupię samochód i zacznę jeździć 😊

    1. mm
      Paweł Grott says:

      Szczerze polecam. Bywa ciekawie.

      Pozdrawiam,
      Paweł Grott

Dodaj komentarz

Play
Play
Play
previous arrow
next arrow
Slider