Ekipa

 

Pięć minut po siódmej dzwonek do drzwi. Jest sobota, właśnie wróciłem do domu, zaraz kładę się spać. A tu dzwonek, taka niespodzianka. Ki chuj, myślę. Otwieram. Za drzwiami koleś w wysokich, granatowych rybaczkach zdejmuje długopis zza ucha. Tuż za nim jeszcze drugi, też w rybaczkach, trochę niższy, łysawy, z dużą teczką na narzędzia w dłoni.

Ghostbusters? Czy co. Co oni kurwa robią pod moimi drzwiami, w wolne, o brzasku. Zagadka szybko się wyjaśnia.

– Wodomierze zmieniamy, w całym pionie – obwieszcza ten wyższy, z długopisem, widać kierownik. I podaję mi kartkę – Pan podpisze, o tu. Że wymienione.

Coś tam skrobię, podpisuję, posłusznie, byle niewyraźnie. Jak w kawałku Abradab, druga zwrotka, zainspirowało mnie, wrzucałem na fanpejdż parę dni temu. Pewnie widzieliście.

Acha, wodomierze. Jak przez mgłę przypomina mi się teraz, czytałem w parafialnych, na klatce. Wymiana w moim bloku, w tym tygodniu. Teraz nowoczesne będą wodomierze, esemesem, przez wifi stan kibla obwieszczały, po wymianie. Sprytniaszczo, nie ma co.

Tempori cedere id est necessitati parere – Ustępować przed okolicznościami, znaczy ulegać konieczności, myślę. I ulegam, wpuszczam ekipę.

Ekipa wchodzi przez drzwi, wprost do kibla się kieruje. Znają rozkład, chłopaki. Ustępuję im miejsca. Już są w łazience, tam ogólnie niezbyt czysto, mało pięknie, jakieś brudne ciuchy na kafelkach, w sumie gości się nie spodziewałem. Kolesiom z ekipy najwyraźniej to nie przeszkadza, niejedno widzieli, zwłaszcza na Mirowie, wiadomo. Ten niższy, łysawy, czubkiem buta odsuwa zalegające ciuchy na bok, kładzie się na wznak na kafelkach, bezbłędnie sięga dłonią pod szafkę, co czterdziestolatka pamięta*, i to w pełnej męskości krasie. Nogi w tym czasie wystają mu do przedpokoju, w tych rybaczkach-gumiaczkach, z mojej mikro-łazienki. Ciut śmiesznie to wygląda.

–  Podaj francuza, Władziu – mówi – i latarkę jeszcze podaj. Chujowy tu dostęp.

Faktycznie, luzu nie ma, pod tą szafką, w mikroskopijnej łazience. Dobrze, że gość niewysoki, zresztą może tak ich dobierają, tych fachowców od liczników, po wzroście. Chwilę się zastanawiam. I mówię:

–  No, to ja po browary muszę skoczyć, żeby się panom lepiej wymieniało – I od razu pytam – Ilu was jest, w ekipie?

– Mmmm… sześciu – odpowiada ten łysawy, spod szafki, po zastanowieniu.

– Ta, chuja sześciu, do jednego wodomierza – mówię, sceptycznie. A potem – to ilu, tak serio.

– No dobra, trzech, niech panu będzie – odpowiada hydraulik, spod szafki.

***

Po dziesięciu minutach wracam z nocnego, z czterema tatrami w dłoni. Trzy dla ekipy, czwarta dla mnie.

Stawiam te piwa przed drzwiami do łazienki, tuż obok nich, w kratce. Oni że dziękują, akurat nie piją, w robocie są, wiadomo, siódma rano, kierownik, ten wysoki patrzy. Ja że upalny dzień i długi do tego, a napić się trzeba czasem, bo człowiek nie zwierzę, nie ryba, nie samą wodą, też wiadomo.

Ten łysawy nadal nurkuje pod moją szafką w łazience, coś tam kręci francuskim kluczem, po dobrej chwili wygramala się, dysząc z wysiłku.

– Wiesiu, ale ta kurwa się zapociła. Za chuja nie mogę odkręcić – ledwo mówi, z tego wysiłku, cały czerwony na twarzy – Dawaj ty, Wiesiu, pokręć.

Szczoteczka do zębów, tak trochę wyświechtana moimi zębami, chyboce się w kubeczku, na szafce, nad nim.

Zaraz ją złapię.

***

Łysawy, cały czerwony, spocony, oddaje francuza koledze. Potem sięga do skrzynki, łapie tę jedną z dopiero przyniesionych przeze mnie tatr za szyjkę, wyjmuje. Sprawdza nadgarstkiem, czy aby dobrze schłodzona. Jest okej, pani kierowniczka w nocnym lipy nie sprzedaje.

– Pan pozwoli – pyta mnie majster – że skorzystam. Z uprzejmości. Dość tu duszno, u pana w łazience, kurna. Żyć się normalnie nie da.

Tak jest. Dla was w końcu kupiłem, chłopaki, pijcie pod te wodomierze.

Butelką, co pełna obok. kapsel o kapsel sprawnie otwiera piwo, takie ciche, jak ogonem grzechotnika pisane ‚tss’ robi kapsel. Potem spada, na kafelki, toczy się pod wannę. Majster butelka w usta, profesjonalnie, na pół górnej wargi, a jak, bez zagryzania. Przechyla głowę do tyłu, jak trębacz. ‚Gul-gul-gul’ i jeszcze raz ‚gul’, tatra momentalnie znika w gardle majstra. Po chwili odstawia pustą, do kratki. Ociera usta wierzchem dłoni, głośno beka.

– No, teraz to można robić- obwieszcza – wypierdalaj Wiesiu, dawaj ten klucz. Teraz ja się posiłuję, coś słabosilny, kurna, jesteś.

I już wymienione.

___________________

* nie przypadkowo Czterdziestolatka wspominam, pisząc o mojej szafce. W połowie lat 70-tych ten kultowy serial był kręcony w kilku miejscach rozwijającej się w siermiężnym gierkowskim dobrobycie Warszawy, propagandzie quasi-sukcesu. Jedno z tych miejsc, to oczywiście budująca się trasa Łazienkowska, gdzie Karwowski był inżynierem, a Maliniak, protoplasta Adriana z Ucha Prezesa, jego majstrem. Drugim miejscem, w którym kręcili serial, tam gdzie mieszkał Czterdziestolatek, z żoną Magdą, synem Piotrem i córką Jagodą, był właśnie jeden z bloków na Mirowie, identyczny jak mój, w którym mieszkam. Rzut kamieniem, przy Pańskiej. Rozkład mieszkania – i wystrój – się zgadza z moim nawet teraz, po latach.

O, nawet teraz widzę przed sobą ten blok gdzie mieszkają Karwowscy, gdy wychodzę na balkon. I parking, przed ich blokiem, znacie z serialu. Tylko czerwonego małego fiata jakoś na parkingu nie ma. Nic to, widać inżynier odpalił i wyjechał do pracy, w sumie nic dziwnego, środek dnia. Ciekawe, co teraz buduje, wraz z nieodłącznym Maliniakiem… może obwodnicę Radzymina?

fota: tvp.info

źródło zdjęcia: tvp.info

 

 

 

 

4 thoughts on “Ekipa”

  1. Jarek says:

    Wszystko fajnie ale syn Karwowskiego nazywał się Marek.. 😉

    1. mm
      Paweł Grott says:

      Ej, chyba Piotr się nazywał. Tak przynajmniej pamiętam z serialu. Taki blondasek, z grzywką na boba.

      Ale mogę się mylić.

      Pawseł

      1. Jarek says:

        Marek.. i był regularnie rudy 😉

        1. mm
          Paweł Grott says:

          Aaaa, faktycznie. Rudy i piegowaty. Musiało mi się poplątać. Pewnie z Akademią Pana Kleksa, lub coś w tym stylu.

          Dzięki i pozdrawiam,
          Paweł

Dodaj komentarz

Play
Play
Play
Arrow
Arrow
Slider