Magda. Finał

 

Część druga.

W poprzednim odcinku. Flashback:

Weekend. Noc. Droga z Konstancina. Meteo-rozkminki. Cirrus na niebie, pogoda się zjebie. Zlecenie. Bielawa. Magda. Podjeżdżam. Są luksusy. I baldachimy. Wychodzi z willi. Z przyjaciółką. Plus dwa psy. Jeden leje na oponę. Nieważne. Jest mały. Magda wsiada. Halogen przy furtce. Mijamy. Magda mizia. Lubię. Magda drapie. Też lubię. Instynkt. Moja dłoń. Jej udo. Moja dłoń. Jej środek. Wspólna decyzja. Jedziemy do niej, na Wilanów.

Całość tutaj:

Magda. Akt pierwszy

________________________________________________________

Pięć minut temu się nie znaliśmy. A teraz.

– Zatrzymujemy się. Tu i teraz, Magda – nagłym skrętem kierownicy łamię linię jezdni.

– Nie, jedź dalej. Do mnie, na Wilanów – mówi Magda.

Jestem posłuszny, przynajmniej w tej chwili. Wyrównuję na lewym pasie Powsińskiej, ogarniam się, ochłaniam. Ona chyba też. Przez chwilę w aucie zapada cisza. Szyby zaparowane jak w londyńskiej mgle, więc uchylam, włączam dmuchawę. Akurat droga idzie prosto w stronę Wilanowa, tak prosto jak Ruscy na Berlin szli. Zatem mam chwilkę, żeby spojrzeć w prawo, zerknąć na Magdę, co nadal mnie drapie po szyi, pociera nadgarstkiem o mój spocony kark, tuż pod włosami.

Widzę ją teraz z profilu, akurat patrzy przed siebie, gdzieś tam się wgapia w przemijające przerywane pasy środka jezdni na Powsińskiej, umykające spod kół. Chwilowo zamyślona, trochę taka Demeter z greckiego posągu, a trochę w pijackim stuporze. Nawet fajny ma ten profil twarzy, podoba mi się. Mały nosek, tu akurat wcale nie-Demeter*, do tego długaśne rzęsy. Tylko czemu usta ma zrobione na tanią dziwkę z Poznańskiej. Drobny defekt, nawet pasuje do tej całej sytuacji, co teraz. Ogólnie mocno mnie kręci.

Jedziemy Powsińską w stronę Wilanowa, w aucie cicho, na drodze pusto. Szyby z wolna odparowują.

Przerywam krępujące milczenie raczej niezobowiązującym pytaniem:

– Powiedz szczerze, rżnęłaś się kiedyś z taksówkarzem, Magda?

– Nie – odpowiada. Chyba szczerze.

– A chcesz? – idę za ciosem.

– Tak. I to bardzo – mówi Magda. Brzmi przekonująco.

I od słów momentalnie przechodzi do czynów. Zbliża swoją twarz, zaczyna gryźć mnie w ucho. Nie protestuję, podoba mi się to. Lekko przesuwam twarz w jej stronę, ona, szepce mi do ucha same sprośne. Szyby znów zaczynają parować. Kciukiem lewej dłoni uchylam je, akurat prosta droga, mogę na moment zdjąć obie z kierownicy. Bo moja prawa nadal pomiędzy udami Magdy. I tak jedziemy.

Po chwili pasażerka postanawia przyspieszyć akcję, nagłym ruchem stara się przenieść siebie na mój fotel, magicznie przefrunąć nad lewarkiem skrzyni biegów, jak ważka, siąść mi na kolanach. Ma nawet niezłe szanse, żeby przefrunąć, objąć mnie udami. Magda jest drobna, filigranowa. Takie śmigiełko.

Kłopot w tym, że akurat prowadzę, więc bezwarunkowym odruchem prawej ręki dość mocno odsuwam ją z powrotem, odrzucam na bok, na siedzenie pasażera. Prawa noga po heblach, w tym samym momencie, wyrównuję lewą ręką auto. Mały włos i się wjebiemy w wiatę przystankową, akurat droga lekko skręca po łuku. Auto staje dęba, silnik krztusi się i gaśnie. Szczęśliwie Powsińska pusta o tej porze.

– Kurwa, co robisz? – krzyczę do Magdy.

Magda też się odsuwa, jej lewa dłoń już nie na moim karku. Masuje sobie nią czoło, uderzyła nim w szybę po tym moim odepchnięciu, pewnie będzie miała guza. Nie obchodzi mnie to, nadal jestem wkurwiony i to mocno. Zaciskam dłonie na kierownicy. Co za wariatka, myślę.

Powoli ruszam. Jestem mocno wściekły na moją sex-pasażerkę, w tej chwili. Prawie mieliśmy kolizję. Mogłaby mieć lepsze wyczucie sytuacji, myślę. Inaczej wyrazić swoją namiętność. Na przykład laskę zacząć mi robić, byłoby znacznie bezpieczniej. Nie protestowałbym. A tak?

Weź tu zrozum kobiety. Zwłaszcza najebane.

Jedziemy dalej, w totalnym milczeniu. Szyby już nie parują.

#czarprysł

***

Po kilku minutach skręcam z Powsińskiej w lewo, w Branickiego. Już prawie na miejscu, jeszcze kilka skrętów kierownicą, mijamy uśpione kwartały niskiej zabudowy miasteczka Wilanów. Zatrzymuję astrę przy linii krawężnika, pod jednym z wypasionych apartamentowców. Scandinavian House, Aura Park czy Zora, jakoś tak. Kciukiem kończę kurs w aplikacji, Magda szykuje się do wyjścia, ja do odjazdu. Włączam lewy kierunek.

Aura erotycznego napięcia sprzed kilku minut teraz wydaje się odległa jak sanki świętego mikołaja, tego sierpniowego poranka.

Chociaż…

– Chodż ze mną na górę – mówi nagle Magda, prawie już wysiadając. I dodaje, brzmi nad wyraz trzeźwo w tej chwili – przepraszam za tę akcję, nie gniewaj się. A teraz chodź.

Nie odpowiadam, zaskakuje mnie tym. Tymczasem ona od swojej strony pasażera przekręca kluczyk w stacyjce, gasi silnik. Nie reaguję. Teraz to już taka gra z mojej strony, kontynuacja, trzymam pozę. Ona wyjmuje kluczyki, chowa w dłoń. Nadal nie reaguję. Nadal taka gra. Wysiada z wozu i mówi, śmiejąc się, kręcąc kluczykami zawieszonymi na kciuku.

– Nie masz, nie masz wyboru, Paweł. Goń mnie. – zaczyna uciekać.

Tu kurwa faktycznie ma rację, nie mam wyboru.

__________________________

* Demeter z greckiego posągu. Pani ziarna, pani zbóż.

Magda w swoim alko stuporze ma mniejszy nosek plus włosy proste, rozpuszczone. Poza tym wypisz-wymaluj.

fota z wikipedii

 

źródło zdjęcia: wiki.

2 thoughts on “Magda. Finał”

  1. WARJAT_79 says:

    Meastro ns Poznanskiej kurwy nie stoja. Chyba ze w twojej wsi na Poznan.

    1. mm
      Paweł Grott says:

      Kibic Lecha, zgaduję?

      Paweł.

Dodaj komentarz

Play
Play
Play
Arrow
Arrow
Slider