Biznesy

 

Na Kruczej, pod którymś z tych koktajl barów co modne ostatnio ogarniam Łukasza i jego kumpla, Witka. Panowie mocno zrobieni barmańskimi kogucimi ogonami i mocno wykosztowani zapewne, nadchodzą dość chwiejnie. Dobrze że w braterskim uścisku, wtedy cztery nogi mają w sumie, a nie dwie. Łatwiej o równowagę. Inaczej chodnik by już dawno całowali, szczeciną, opuchłymi ryjami o nierówne płytki ryli.  A tak jest nawet i okej, w braterskim uścisku jeden drugiego wspiera, ich wzorzyste krawaty, poły taliowanych marynarek radośnie majtają się wokół.

I tak nadchodzą, zbliżają się do mnie.

– Łukasz, Luki, Lukas, kochaniutki. Dasz radę – mówi do towarzysza ten z prawej, chybocząc się – Kto, jak nie ty.

Jego kumpel nagle staje. Odsuwa braterską dłoń, wyzwala z uścisku, jest w tym mocny. Przez chwilę łapie pion bez kumpelskiej podpórki, chwyta równowagę się, w końcu ma w tym sukces. Pzykłada palec wskazujący do ust, głośne: Ćśśśś robi. Trochę się chybocze, widać wiatr wieje. Nie dziwne, warszawska jesień za płotem.

– Cśśśś, Wiciu, poczekaj zdziebko. – mówi Łukasz – mam wyznanie, poważne. Wiciu, kurwa, kocham cię. Jak żonę.

Panowie padają sobie w objęcia, cmok-cmok, po zarośniętych polikach, głuchy chrzęst zarostu. Dobrze, że nie z języczkiem to robią. Kurwa, zaraz się wyrzygam.

Po chwili mam ich obu w aucie, na tylnej kanapie. Łukasz wgramolony z prawej, Wiciu z lewej, za mną. Ruszamy. Kurs niezbyt daleki, nowe osiedla na Czerniakowie, od Bartyckiej w prawo. Podgłaśniam czarną muzę w insigni.

Branson Branson, krzyczy Redman.

Łukasz, ten z prawej, bełkotliwie każe zgasić redmana. Bo panowie rozmawiają. Jestem posłuszny, przyciszam. Kurs na pięć gwiazdek, wiadomo.

Zaraz potem gość odwraca się, mówi do kolegi, szepce:

– Ty, słuchaj Witek, ale tak serio. Biznes życia możemy wykręcić na tym przetardgu.

– A chuj ci w dupę, nie biznes. Tu wszystko już ustalone w tym rozdaniu, dograne. I to wyżej dograne, ja się starałem. Ale stary wszedł. I Aerko wygrywa. I chuj – odpowiada bełkotliwie Witek.

Po czym chwilę zastanawia się tak sądzę. Poznaję po jego głowie, co odbija każdy wybój Bartyckiej o zagłówek insigni. Tam nierówno. Czyli zamyślony jest Witek, widać.

– Ej, no serio – Łukasz wyraźnie niezrażony ripostą kolegi, dalej próbuje – Wystarczy kurwa, że odrzucisz tych chujów z Aerko, za cokolwiek, kurwa, za niedotrzymanie terminu, niezgodność jakiejś śrubki, albo co. Będziemy ustawieni, Witek, mordo ty moja, trzy duże bańki na blacie!

– A tak ‚Ypsss!’ poważnie, to ile? – pyta się Witek.

– No z dwie duże paczki, to najniżej, brachu – szepce Łukasz mu do ucha. I dodaje – No kurwa skok życia. Tylko weź, upierdol Aerko w tym przetargu.

Witek nie odpowiada. Wyraźnie myśli. Albo rzygać mu się chce, tak po prostu.

To całkiem jak mi. Znam to, bywałem w tym świecie, kiedyś.

Co za syf.

 

4 thoughts on “Biznesy”

  1. fredzik says:

    w sensie bywałeś w świecie wielkich biznesów ?

    1. mm
      Paweł Grott says:

      Ano kiedyś. I zupełnie nie mam ochoty tam wracać.

      Pozdrawiam,
      Paweł

      1. Sławek Czajka says:

        A może to świat wielkich biznesów nie ma na Ciebie ochoty ? Jest jakaś przyczyna, że wykonujesz prostą pracę za którą innym płacą więcej.

        1. mm
          Paweł Grott says:

          Może i tak.
          Wzajemna awersja.

          Pozdrawiam,
          Paweł

Dodaj komentarz

Play
Play
Play
Arrow
Arrow
Slider