Warzywniak

 

Już jesień i to ewidentna. Nie ma co zaklinać. Klony klonowieją żółcią, buki czerwienieją czerwienią. Dzieciaki w parkach rozpierdalają kruche gałęzie kasztanowców w pogoni za kasztanami. Może jakiegoś ludzika ukręcą, choć coraz trudniej o zapałki. U mnie w żabce nie ma mowy, zaraz wyginą zapałki, jak żyletki. Zamiast tego zapalniczki pani proponuje, chińskie, z cycatą blondi w różnych pozach do wyboru, za złoty dziewięćdziesiąt sztuka. Tylko weź tu ukręć kasztanowego ludka z kasztanów i sex-zapalniczki.

A topole, jak to topole, opadają z liści pierwsze. Wiadomo, chwasty. Już kiedyś o nich było na uberide, późną wiosną, wtedy akurat pyliły opór.

Topolowy puch

Beznadziejne drzewa. Wszystkie pod piłę Szyszki i tyle o topolach. Przynajmniej u mnie na blogu, obiecuję.

Jadę Wietrniczą w stronę centrum, mijam pałac w Wilanowie. Jest rano, nawet za bardzo rano, jak na mnie. Już tłok na dojazdówkach w stronę centrum, robią się pierwsze korki. Dla mnie pora mocno nietypowa, zawsze staram się unikać, jak sam diabeł święconej. Przed szóstą rano jestem z reguły w domu w dzień powszedni. A tu za kwadrans siódma, przykimało mi się na tym parkingu przy Branickiego, że hej.

Zatem snuję się z wolna,  w pierwszym korowodzie aut zmierzających z Konstancina ku stolicy, do pracy, do roboty, po chleb. Oczy na zapałki mam, trochę je przecieram, akurat na tyle, żeby insigni nie wjebać w zderzak przedpotopowego kadetta, co przede mną  co rusz hamuje. Choć insignia ubezpieczona i tak szkoda by było. Szkoda kłócić, czekać na władzę w dresiarskim mundurze. Lepiej już do domu.

‚Ting-ting’ – nagle odzywa się telefon. Odpowiadam mu w myślach. ‚Kurwa, nie wylogowałem się.’ – to pierwsza myśl. Nadal tępo patrzę w ekran hiułajeja. ‚Ej, bierz to, jest niedaleko, kurs będzie do centrum, masz po drodze’ – to myśl druga. I jeszcze: ‚Nie bierz tego zlecenia, Paweł, na pewno klient wywiezie cię na kompletne zadupie w tym kursie, zajebiesz się w korkach i tyle.’ – to myśl trzecia.

Chwila na decyzję, mam dosłownie moment, podprogówkę. Pierwsza myśl wulgarna, trzecia zbyt długa. Zatem wybieram tę drugą myśl, optymista forever. Kciukiem akceptuję zlecenie. Okej, już jest, zamawia Włodek, wskazuje apka. I staram się ominąć dychawicznego opla, co akurat nagle przyhamował. Mam sukces w hamowaniu, już jest nieźle.

Potem skręcam w prawo na nawigacji, zadowolony choć niepewny, w nadwiślańskie drogi. Adres Łucznicza, tam tereny zalewowe, bagnem podszyte moczary, pewnie jakieś bobry grasują, albo żuki ogromne. Zwłaszcza nad ranem, myślę, to pora ich żeru, nie ma co. Żuków się nie boję, bobrów zresztą też. Mam wyjebane. Zatem jadę.

Po chwili podjeżdżam pod adres odbioru pasażera. Jest pomiędzy jednym ogródkiem działkowym, a drugim. W ogóle same ogródki tu wokół, same działkowe. I kominy z Siekierek nad nimi. Takie eko-farmy. Pewnie z grubym narzutem sprzedają, w hali Koszyki, albo Gwardii dopiero co otwartej, te płody rolne.

Nic to, staję pomiędzy ogródkami działkowymi, w szczerym polu. Czekam na Włodka.Po prawdzie nie wierzę że przyjdzie, raczej nawigacja żart zrobiła. wykręciła jak wiatrak gówno, wywiodła w szczere pole pomiędzy kolczaste krzaki jeżyn. Kurwa jakie dorodne. Coś tam zrywam, coś tam zjadam. Wylewam się w krzakach. I czekam na Włodka jak zbity, zaspany parasol. Insignia mruczy w tle. Nie ma opcji, żeby przyszedł.

Stoję w tym szczerym polu, na totalnym wypizdowie. Chyba jakiś żart, myślę. Nic to, za dwie minuty anuluję i odjeżdżam się wyspać. Osiem zeta uber naliczy, za anulację.

***

Jednak się mylę. I to podwójnie. Przyciężkawa postać wychodzi z ogródków przy Łukowieckiej. W dłoniach ma kilka reklamówek, wszystkie z lidla, mocne uszka,  Gość przekłada te torby, jedną stawia na ziemi, wolną ręką macha do mnie ze stu metrów. I cały krzyczy:

– Hej, jestem Włodek, pan poczekaj panie uber.

Zauważam, zapinam rozporek, dogaszam szluga. Tyle mogę zrobić. Bo z siatkami mu nie pomogę się wgramolić do auta, w końcu to nie uberselekt.

– Witam panie Włodku, już miałem odjeżdżać – mówię, zgodnie z prawdą. I otwieram bagażnik.

Gość władowuje lidlowskie siatki, tanie reklamówki do bagaźnika, Jakiś dumny pomidor, pyzaty kalafior przy tym mu się wysypuje. Dobrze, że nie ziemniak w sumie, albo że ryżu nie hoduje.Ani kaszy. Wyrośniętych kiełków bym nie zniósł. A zwłaszcza ziarenek, tych między fotelami.

– Jedziemy na Ursynów, na Hirszfelda. – obwieszcza Włodek radośnie, gdy już wsiądzie bezpiecznie, siatki w bagażniku. Jednak nie do centrum myślę, zły wybór, że podjechałem po Włodka. Choć klient nasz pan, więc odpowiadam:

–  Okej. Może być  i Amstronanga, kierunek księżyc, czwarta w lewo, dla ciebie Włodek i tak bez różnicy –  Zawracam na szutrowej na tym wypizdowie, żeby trasy oszczędzić. Jemu i mi. Oby spokojnie.

Nic z tego, Włodek musi się w tej trasie jakoś uzewnętrznić.

– Bo wiesz, dla mnie koniec sezonu. Działki zamykaliśmy – mówi nagle.

– Aha, Włodek, mów dalej – odpowiadam skręcając w Sobieskiego. W chuj mnie to interesuje teraz, serio.

Gość się wyraźnie rozkręca. Jest radosny, jak kurwa szczypiorek, Tylko, że nie wiosna dzisiaj. Tu raczej piździelnik, słaba szóstka na wyświetlaczu. Grunt, że na plusie.

– Bo wiesz, było i otwarcie sezonu, a teraz jest zamknięcie. Na działkach, na działeczkach! – śmieje się Włodek, krzyczy, klepie po kolanach. I wyciąga nagle jak magik dwa dorodne pomidory, cebulę i pięknego pora. Podaje mi zza zagłówka, wysiadając z auta.

– To zamiast napiwku – mówi Włodek, zamykając drzwi.

No kurwa, co za gość.

 

 

4 thoughts on “Warzywniak”

  1. Agata Bloch says:

    No co tu dużo gadać…. miły gość z tego Włodka 🙂😁😂

    1. mm
      Paweł Grott says:

      A całkiem. Całą noc chlał w altance, pochwalił mi się. Zamknięcie sezonu.

      Pozdrawiam,
      Paweł

  2. Magda says:

    Jeszcze wykałaczek można użyć, zamiast zapałek, ale nie wiem jak z dostępnością 😉

    1. mm
      Paweł Grott says:

      Faktycznie, są nawet lepsze, bo zaostrzone.
      Też nie wiem, gdzie się kupuje. Pewnie w ikei. Albo można z jakiejś knajpy ogarnąć..

      Pozdrawiam,
      Paweł

Dodaj komentarz

Play
Play
Play
Arrow
Arrow
Slider