Marlena

 

Siedzę za kierownicą insigni obrócony przez zagłówek i gadam z Marleną. Auto zaparkowane pod jednym z apartamentowców na dalekich Kabatach, silnik zgaszony. Marlena siedzi na tylnej kanapie, z prawej strony, sączy coronę z przezroczystej butelki. Jest fajna, buzia aniołka otoczona kaskadą blond włosów, bardzo młoda i bardzo świeża. Do tego pachnie taką świeżą mieszanką, cytrusowych perfum, miętowej gumy do żucia. I corony. I młodości, to przede wszystkim. Młodość jest świeża, starość cuchnie zgnilizną, niestety*.

Zrobiłem wyjątek z tą coroną dla Marleny, choć z reguły u mnie w aucie twardy zakaz na konsumpcję. I picia, i żarcia, i innych środków. Może to moja słabość sprawiła, że ustąpiłem tym razem, a może jej bajeczne nogi w krótkiej miniówce. Więc nie odmówiłem, gdy przy Rzymowskiego poprosiła:

– Panie Pawle, zanim dojedziemy do mnie, mam prośbę.

– Aha? – złapałem jej wzrok we wstecznym – a tak w ogóle, to Paweł jestem, żaden pan.

– Okej, jestem Marlena – uśmiechnęła się, podała mi miękką dłoń przez zagłówek. I dodała – zatrzymaj się tu obok, Paweł, przy nocnym. Kupię piwo i pogadamy chwilę. Możemy tak?

Trzecia nad ranem, blond włosy ejndżel na pokładzie. Weź i się nie zgódź.

***

A teraz siedzę za kierownicą insigni obrócony przez zagłówek i rozmawiam z Marleną. Marlenie z każdym łykiem ubywa corony z butelki, gdy tak gadamy. Choć gada głównie ona, po prawdzie.

– Bo wiesz, Paweł, w życiu liczy się wolność. I wzajemne zaufanie – papla frazesami Marlena.

– Mhm – zgadzam się.  Mam rozbiegany wzrok, ewidentnie, nadal nie wiem w co bardziej się wlampiać, czy barziej w usta Marleny gdy prawi te banały, czy między jej uda, pysznie odsłonięte na tylnej kanapie insigni. Wewnętrzna walka. Powala mnie jej świeżość.

Znajduję kompromis. Biorę łyk muszynianki z plastikowej butelki co obok mnie, na przednim. Tak dla towarzystwa. I dla ochłody, dla ostudy.

– Na przykład ten Patryk, no ten co wsiadł ze mną przy klubie, a wysiadł przed chwilą, to mój stary kolega – nawija dalej Marlena – On zjebany jest, kompletnie. Był ze swoją panną, a ja ze swoim Kubusiem, razem byliśmy na baletach. Potem mój Kubuś chciał dalej w tango, dziewczyna Patryka też. A ja i Patryk spać. Więc ważne jest zaufanie. Bo Patryk o swoją pannę zazdrosny, a ja o Kubusia całkiem nie.

Faktycznie, był i Patryk w wozie gdy zgarniałem Marlenę, teraz przypominam. Wysadziłem typa gdzieś po drodze, przy Niepodległości. Tylko co za Kubuś, do kurwy nędzy.

Jak na zawołanie, w tej chwili dzwoni komórka Marleny. Dziewczę sięga do torebki, wyciąga ajfona, mówi do słuchawki:

– Tak, Kubusiu? Ja już w domku, bawcie się dobrze. Nie, nie, wcale nie mam pretensji, że zostaliście. Twój kotek już w łóżeczku, już spaćku. Paaaa, papatki – Marlena gasi rozmowę,  prędkim ruchem odkłada telefon z powrotem do torebki.

Jakby nigdy nic, Legio Warszawa, nic się nie stało normalnie. Choć lekko czerwienieje na twarzy, widzę to. Coraz bardziej mi się podoba. Jest jakiś perwers w tym wszystkim, jakieś wyuzdanie. Marlena poprawia włosy, patrzy mi prosto w oczy. Końcem języka oblizuje usta.

– Więc o czym to ja mówiłam, Paweł? Aha, o zaufaniu… – przesuwa się do przodu, w moją stronę. I wraca do przerwanego wątku, ja prawie słucham.

Mijają kolejne minuty. Ona gada, ja się wlampiam, coś tam potakuję półgębkiem. A może by tak, Paweł, myślę. Chyba jednak nie. Odpuszczam, jestem stary.

Zaraz po wyjściu z wozu Marlena przez chwilę się odwraca, odgarnia jasne włosiska, uśmiecha się do mnie tuż pod domofonem.

– Masz mój numer, jak by co – woła.

I znika w bramie, z niedopitą butelką corony w dłoni.

Mega kręci tym tyłkiem.

___________

* Ten świat jest na opak wymyślony. Człowiek powinien rodzić się stary ciałem, stary duchem. A z biegiem lat mężnieć i zyskiwać brawury ducha. Niestety, jest akurat odwrotnie.

Koncepcja niezbyt nowa, już Fitzgerald to opisał blisko 100 lat temu. W noweli o życiu idealnym.

Nawet był o tym film.

Dodaj komentarz

Play
Play
Play
Arrow
Arrow
Slider