Ej, Wiktor nie śpij

Przy pawilonach na Smolnej koło Nowego Światu ogarniam Wiktora. Jest z panną, nawet fajną. Przynajmniej z buzi, bo resztę trudno określić, taka pora roku że okutane toto, zapakowane w płaszczyki, szaliki i w czapkach. Do tego pod parasolem, właśnie zaczęło siąpić. Myk i parasol złożony, jak skrzydła czarnego kruka, zmokniętego październikową słotą. Wrzucony beztrosko na tylną kanapę, pomiędzy pannę i Wiktora, strzeże spiczastym końcem dystansu między nimi. Będą zacieki na tapicerce, jak nic, myślę.

Jedziemy w stronę Ursusa, na Skorosze, kurs nienajgorszy, nawet-nawet. Szybko się jedzie na Ursus, Alejami Jerozolimskimi i już.

Panna może by i chciała, problem w tym że nie bardzo ma jak. Bo Wiktor nawalony jak stodoła. Więc ona zaczepna, on ospały.

– Oj chłopaku, ale się nawaliłeś, aż mi cię żal – mówi. I szturcha go w ramię po chwili – Ej, Wiktor nie śpij!

– Wcale nie śpię, to nie tak – cuci sie na moment Wiktor. I dodaje – Jest dokładnie inaczej, niż myślisz.

Po czym kontynuuje drzemkę. Jak jest dokładnie, nie wyjaśnia. Panna nie daje za wygraną. W tylnym lusterku insigni widzę jej buźkę, okoloną blond włosami spod śmiesznej czapki z pomponem. Fajna-fajna. Utwierdzam się w pierwszej ocenie. Ona wzrok wlampiony w kimającego na szybie Wiktora.

– I to na pierwszej randce, żeby aż tak? – dziwi się dziewczyna. I dalej szturcha – Ej, Wiktor nie śpij.

– Mhmhm – mówi Wiktor – to wcale, nie tak. Jest dokładnie inaczej, niż myślisz.

Po czym osuwa się na szybę dalej. Co zrobić, dalszą drogę jedziemy w milczeniu. Panna też już daje za wygraną, nie docieka dalej jak jest, zatapia się chwilowo w komórce. Podgłaśniam muzę w aucie, M.I.A., ostatnio pasażerów katuję tym kawałkiem, już o tym pisałem.

 

Już jesteśmy na Skoroszach, skręcam z Jerozolimskich w Ryżową, zaraz potem w Prystora w prawo. Zawracam przed szlabanem, tam ślepa. To adres panny, ja z Wiktorem jedziemy dalej.

– Jesteśmy – mówię znad kierownicy. I przyciszam audio. Staję na awaryjnych, cyk-cyk

– Ej, Wiktor nie śpij – panna podnosi wzrok znad smartfona, widzi że już dom. Zapina kurtkę, poprawia czapkę, sięga po parasol. Szykuje się do wyjścia. Chyba ma nadzieję na pożegnalnego buziaka chociaż, albo co.

Niestety, nic z tego. Co prawda Wiktor się budzi, ale na buziaka to już go nie stać. Mamrocze tylko coś pod nosem:

– Mmhm, Dobranoc Ilonka, papatki – mówi wpół ocknięty.

– Strasznie się skułeś, Wiktor – Ilonka jest wyraźnie rozczarowana – I to na pierwszej randce. Naprawdę nie wiem, co będzie dalej. Musisz się grubo postarać.

Panna wychodzi z wozu, zabiera parasol, mocno trzaska drzwiami na odchodne. Rozpościera krucze skrzydła nad sobą, nad wspomnieniem tej randki fejl. A może i nad Wiktorem, kto wie.

***

Może to trzaśnięcie drzwiami sprawia, że Wiktor się budzi. Dość cudowne przebudzenie, bo nagle całkiem rześko wygląda. I tak samo rześko zagaduje do mnie, uśmiechnięty od U do U.

– Ufff, wreszcie panie Pawle – to Wiktor. Jakby kamień z serca, normalnie.

– Co wreszcie, panie Wiktorze – pytam, jadąc w stronę Jerozolimskich.

– No wreszcie temat z głowy. Niewydymka, szkoda czasu, haha – śmieje się Wiktor. I mówi, rozradowany – zmiana kursu, wracamy do centrum.

Taneczny dzwonek komórki w wozie, pasażer odbiera.

– Sketch? A macie stolik? A są duperki? No to pysznie. Haha. – upewnia się Wiktor do słuchawki. A potem, to już do mnie – Jedziemy panie szofer. Na Mazowiecką.

Przytulam gaz, podkręcam muzę.

Siedem minut i jesteśmy.

 

3 thoughts on “Ej, Wiktor nie śpij”

  1. Lechu says:

    „Jest dokładnie inaczej, niż myślisz” – nie kłamał. 🙂

  2. ewa says:

    Witam,
    ciekawe są te Pana opowieści,tylko ostatnio jakoś rzadko Pan opisuje swoje przygody….

    1. mm
      Paweł Grott says:

      A dziękuję. Faktycznie, rzadziej ostatnio na Uberide. Mam trochę innej pisaniny do nadrobienia, o tym wkrótce.

      Postaram się nadrobić i bloga.

      Pozdrawiam i dziękuję za miłe słowo.
      Paweł

Dodaj komentarz

Play
Play
Play
Arrow
Arrow
Slider