Białe orły z Mazowieckiej

  Niedziela, dwunasty listopada. Wczesny ranek, tuż po czwartej, na ulicach już pustawo, Nie licząc śniegowej krupy. Krótko nad ranem zgarniam Jana i jego kumpli z Mazowieckiej, a jak. Mazo chodzi całą dobę; ta ulica jest niezawodna, jak kurwa zarzygany przez pasażera  fotel. Zawsze cię dopadnie, jak na uberze śmigasz, prędzej czy później. A jak nie śmigasz … Czytaj dalej Białe orły z Mazowieckiej