Michał, masz talent

 

W życiu już tak jest, że jest różnie. Ludzkie talenty bywają w różnych kierunkach. Niektórzy budują replikę Notre Dame z miliarda zapałek, inni – na przykład taka Hanka – pięknie śpiewają gospel. O Hance historia była jakiś czas temu, może pamiętacie.

Gospel

Cóż, było minęło. Wspomnienie Hanki, tak jak i lato, wtedy w rozkwicie, tak jak ii wszystko, wszystko mija, wszystko przemija. Nawet najdłuższa żmija.

***

Talent Michała jest całkiem inny niż ten Hanki. Bardziej dyskretny, mniej mejnstrimowy i dużo bardziej nieoczekiwany. Zresztą posłuchajcie.

Jest jakiś smętny czwartek, chłodna jesienna noc. Za oknem mokry piździelnik, ulice pokryte śliskimi liśćmi, tymi co spadają masłem na dół, genialnie śpiewała Prońko.*

Wolno jadę z Mariensztatu w stronę Łazienek, po kilku minutach łapię kolejne zlecenie. Rozbrat 44, okej czyli ‚Na Lato’. Podjeżdżam, znajduję miejscówkę, przesmyk w kolejce aut pod klubem. Trochę taksówek, większość lewusów, jak ja. Czekam na pasażera, Michała.

We wstecznym widzę jakiegoś typa, co ze smartfonem w dłoni błąka się pomiędzy autami spiralnym krokiem. Empirycznie, dotykowo szuka podwózki do domu. Czytaj stara się wsiąść dosłownie do każdego wozu stojącego w okolicy. I z każdego skutecznie jest wypierdalany przez kierowcę. W końcu, przy entej próbie, trafia na moją insignię, nie bez trudu łapie klamkę od strony pasażera. Otwiera drzwi, cały się kolebie.

– Pan Uber-Paweł-Opel-Insignia? – pyta bełkotliwie, z gasnącą nadzieją w głosie. Nic dziwnego, trochę się nałaził.

– Nie. Pan Ober-gruppen-fuehrer-Grott – jakoś nie mogę się powstrzymać.

I zaraz szybko dodaję, bo typ już zamyka drzwi, gotów uciec dalej.

– No dawaj, wsiadaj, Michał, taki żarcik. Dobrze trafiłeś. Insignia, insignia. I twój kurs do domu. Tylko nie tu obok, a z tyłu, wsiadaj. – mówię, bo nie lubię gdy najebany pasażer chucha mi gorzałą tuż obok. Co innego pasażerka, ta niech siada z przodu i chucha, wiadomo.

Tym razem jednak robię błąd. Bo choć Michał grzecznie z tyłu wsiada, to przecież z tyłu mocniej buja w aucie, tej kwestii wyraźnie nie przemyślałem. A kurs dość długi, w samo serce Rembertowa. Prawie 15 kilometrów z Rozbrat. Przy pierwszym w lewo gość już wyraźnie zielenieje na twarzy, choć delikatnie wchodzę w ten zakręt.

Poprawiam lusterko wsteczne, żeby lepiej widzieć jego zzieleniałą twarz, móc zareagować w porę, gdy się pogorszy. Zarzygane auto nic przyjemnego. Choć uber ściągnie z karty pasażera za sprzątanie, to i tak weź się bujaj po pralniach, bierz faktury, rozliczaj itp. Plus ten niewymowny smród zanim na myjnię. Pomarańczowa marchewka. pół-strawiona kiełbasa w białym pienistym alko-szlamie rzygowin na podsufitce. Wolę uniknąć tej sytuacji, zdecydowanie.

– Będę jechał wolno. Daj znać Michał, kiedy sie zatrzymać – mówię przez zagłówek fotela.

– Nie będzie takiej potrzeby, znam siebie – odpowiada Michał, dość słabo.

#oby

#zobaczymy

Jesteśmy na Łazienkowskim, jadę powoli w stronę Rembertowa. Obserwuję Michała we wstecznym cały czas. Na razie jest w miarę, dopóki nie dojedziemy na światła przy Ostrobramskiej. Tu niestety czerwone wymusza hamowanie z mojej strony, znów błąd. Mogłem inaczej prędkość rozłożyć, myślę.

Przy hamowaniu bardziej patrzę we wsteczne lusterko, niż na linię sygnalizatora na skrzyżowaniu. Obserwuję Michała. Jego twarz z zielonej robi się jeszcze zieleńsza, no kurwa szmaragdowa się robi w tej chwili. Głuche ‚bllldddp’ – słyszę z tyłu. Momentalnie opuszczam szybę po jego stronie:

– Przez okno, Michał! Kurwa, przez okno! – krzyczę. Obok kilka wozów, chuj z nimi. Byle nie na tapicerkę, byle nie do środka.

Przez chwilę czas staje. Widzę wybrzuszone policzki Michała, nadęte do granic, jak noworoczne balony. A potem Michał robi takie szybkie: ‚Glurp-łyk’. I już policzki ma normalne, twarz uśmiechniętą. Wierzchem dłoni ociera usta i mówi z satysfakcją:

– No przecież mówiłem, że nic się nie stanie. Znam siebie.

Gdy ruszamy z tych świateł podaje mu chusteczkę przez zagłówek, Michał dziękuje, ma swoje własne. I to mokre. Widać, przygotował się.

Potem bez przeszkód dojeżdżamy do Rembertowa. Jeszcze daje mi dychę napiwku, wysiadając.

– To za ten stres, niepotrzebny – mówi.

Ma chłopak talent. I biorę dychę.

______________

* ‚Liście z drzew spadają masłem na dół’. Genialna fraza w genialnej, jesiennej piosence. Autor tekstu: Bogdan Olewicz. Rzadko kiedy, ktoś teraz tak umie napisać. No może w kilku rapsach.

Szacunek. Posłuchajcie, odświeżcie sobie ten klasyk.

2 thoughts on “Michał, masz talent”

  1. fredzik says:

    piosenka klasyk, znam i bardzo lubię

    1. mm
      Paweł Grott says:

      Jest świetna.

      Pozdrawiam ciepło,
      Paweł Grott

Dodaj komentarz

Play
Play
Play
Arrow
Arrow
Slider