Epic

 

Jest wcześnie rano, gdy zgarniam Jacoba z okolic Parkingowej. Podjeżdżam, gość  już czeka wyraźnie kontemplując załamania krawężnika przy rogu Żurawiej. Słania się przy tym na miękkich kolanach, biedaczek, w sumie nie dziwi, kolejny orkan właśnie przetacza się znad zachodniej granicy. Orkan Seba, bądź Tadeusz tym razem, niedługo alfabetu nie starczy zanim wiosna nastanie. I to włączając polskie litery, Żanetę i Ździcha.

Zatem jestem i łapię klienta, Jacob wchodzi do auta, nadal walcząc z podmuchami nie bez trudu domyka drzwi. Zaraz mu łapę wyłamie z wątłego ramienia, myślę. Jednak nie, Jacob ma sposób, ogarnia oburącz. I już jedziemy. Kurs na Sielce, całkiem niedaleko.

– Cześć, panie uber – odzywa się po dobrej chwili mój pasażer. Może to zmiana położenia błędnika względem poziomicy ziemi sprawiła, że się nagle odezwał. Akurat zjeżdżamy w dół Książęcą. Tam dość stromo.

– Cześć, panie Dżejkob – odpowiadam. I tyle naszej gadki na razie.

Swoją drogą, nieźle przybalował kolega, myślę. I to w nocy z poniedziałku na wtorek, gdy totalne pustki na mieście. Piąta z minutami na zegarze w mondziaku błyska czerwonym ledem, zaspanych krawaciarzy normalnie o tej porze w tygodniu rozwożę; latte w blaszanych podróżnych kubkach w dłoni trzymają, a cała poranna akcja w spłaszczonym trójkącie trzech punktów się dzieje zazwyczaj. Okęcie-Zachodni-Centralny.

Tu inaczej, odmiana, zagubiony imprezowicz się trafił. I to we wtorek rano. Prawie jak w weekend. Niezbadane są możliwości nocnej Warszawy, jak widać. Nawet z poniedziałku na wtorek.

Niezbyt rozmowny jestem o tej porze, bardziej mrukliwy. O poranku u mnie normalka.

Tym razem jednak zagaduję. Mam ku temu powód:

– To gdzie pan balował całą noc, panie Dżejkob – pytam. Nie żeby specjalnie mnie to interesowało, ot tak, dla paddieżdania razgawora, jak to mawiają moi kumple-pobratymcy zza lewusowej kierownicy. I żeby go zająć rozmową, zanim na hafty mu się zbierze. Bo po kolorze twarzy oceniam, że opcja rzucik może być grana.

– Mmmm…. Eeeee… Mmmm… – odpowiada pasażer z czeluści tylnej kanapy.

– Aha – czyli moje graficzne podejrzenia się potwierdzają. I dopytuję – zatem gdzie pan był? No pan opowie, panie Dżejkob.

– Mmmm… Eeee… Mmmm…  – powtarza jak mantrę. I jeszcze – Sam nie wiem, panie uber. Zaskoczył mnie pan tym pytaniem. No nie pamiętam, serio.

#takasytuacja.

Grunt to ostrożnie jechać teraz, unikać zakrętów. Szczęśliwie droga dość prosta, ot drobny łuczek na Ludnej tam przy Okrąg, potem w prawo przy przekąskach Romana wlot na Wisłostradę, dalej droga prosta, aż do Gagarina. Trzecia przecznica w prawo i jesteśmy na Sieleckiej.

Podgłaśniam muzę w aucie, właśnie Epic leci* na trójce. Fajny kawałek. Epicko to ty się bawiłeś, Dżejkob, myślę, zatem nawet pasuje. Podgłaśniam jeszcze trochę, żeby go dobudzić. Jego, albo i siebie. Jadę prawym pasem, dość wolno, obserwuję w tylnym lusterku, gotów stanąć, gdy nagła potrzeba. Na razie takiej nie ma, jest w miarę okej. Chyba kima oparty o szybę.

Gdy stoję na czerwonym, przy skrzyżowaniu Czerniakowskiej z Gagarina, czuję lekkie klepnięcie w prawy bark. Wzdrygam się, bo zero kontaktu fizycznego z kierowcą to jedna z świętych zasad. No chyba, że fajna dupa. Jacob vel. Dzęjkob do tej kategorii się nie zalicza, to na pewno. Strącam wstrętną łapę precz.

– Panie uberze, sorry. Ale ja chyba właśnie pzypomniałem sobie, gdzie byłem dziś w nocy. A pan pytał – duka pasażer  z tylnej kanapy.

– No, to gdzie pan był – udaję zaciekawienie. Właśnie światła się zmieniły, ruszam spod sygnalizatora. Już blisko, już nie zarzyga. Spinka zeszła.

– W Amrit Kebabie byłem, to na pewno! – woła na głos, cały szczęśliwy.

____________

* niby staroć, końcówka lat osiemdziesiątych. Blisko 30 lat temu.  Za to jeden z moich ulubionych klasyków wszech czasów. Kolesie są międzygatunkowi, wyczucie genialne. Jest i rap, i trochę fanku. Plus mocny rock, rzęsiste gitary doprawione szczyptą metalu. Bezbłędny wokal i potężny power. A urwane piano w końcówce? No, mistrz.

Choć Mike Patton skaczący w tęczowym ubranku na klipie niezbyt przekonuje. Nieważne, i tak wybaczam.

Lepiej się tego słucha, niż ogląda.

 

 

(Visited 635 times, 1 visits today)

2 thoughts on “Epic”

  1. Mkkafe says:

    Szkoda, że się nie porzygał. Liczyłem na zabawny suspens.

    1. mm
      Paweł Grott says:

      Oj dobrze, że nie. Uwierz.

      Pozdrawiam,
      Paweł

Dodaj komentarz

Play
Play
Play
previous arrow
next arrow
Slider