Opowieści z ramki. Hey, Mr. Snowman

 

Niech to szlag, wyrzuciło mnie aż za Wołomin. I to w drugim kursie dzisiejszej nocy. Na zewnątrz wieje i dmucha, wczesny śnieg zacina ukosem. Po prostu bajecznie. Nic to, płuca nie sługa, zapalić trzeba. Wychodzę z wozu na tym wypizdowie, odpalam szluga. Tępo zapatruję się w twardą ramkę laków strajków.

I momentalnie widzę taką oto historię.

***

Ascetyczna biel świeżo wykrochmalonej pościeli podkreśla czerń oczu Roberta, gdy kątem zezuje do obiektywu w prywatnej, podalpejskiej klinice niedaleko Davos. Niewielka sztuczna choinka w rogu kameralnego pokoju mruga srebrzystymi diodami. Jest przedświątecznie, z pokoju lekarskiego po drugiej stronie korytarza dobiegają pierwsze tony kolędy:

Stille Nacht, heilige Nacht.
Alles schläft, einsam wacht…

Intonuje męski głos głębokim basem, po nim dołączają i inne, głównie kobiece.

…nur das traute hoch heilige Paar.
„Holder Knabe im lockigen Haar

To niechybnie doktor Bauer, ortopeda, zastępca ordynatora – Manfred Bauer, PhD, Stationarzt – ten sam, który mnie operował, myśli Robert. I te szwajcarskie pielęgniarki. Ciekawe czy jest wśród nich i Gertruda, ma całkiem boskie nogi pod białym fartuchem. Chyba tak, dzisiaj czwartek, więc to jej zmiana. Muszę tu wrócić, gdy już stanę na nogi, postanawia twardo Robert. Tylko jak zarwać laskę, która zmieniała pod tobą basen? Na pewno nie na alpejską czekoladę, to słaby pomysł.

Ze słodkiej zadumy wyrywa go głos Bigosa, przyjaciela od dwóch desek.

– Oj chojraku, chojraku, sam chciałeś, sam się doigrałeś – śmieje się Bigos. I dodaje, odkładając telefon na szafkę przy łóżku Roberta. – Wrzuciłem twoją fotę na forum grupy, że chwilowo nieczynny jesteś, haha. Z tysiąc lajków zbierzesz, jak nic.

– Ej, weź, no nie – dość słabo protestuje Robert. I czuje, jak niewidzialna zapadnia w mrok prowadzi go znowu w otchłań nieświadomości. Jakby świat wykonał delikatny skręt, a lampka na przyszpitalnej szafce nagle przygasła.

Tylko choinka w rogu pokoju, nadal rozsiewa srebrzysty blask ledów. Robert stara się skupić na drzewku, utrzymać uwagę, koncentrację, z całych sił.

I widzi choinki. Widzi wyraźnie. Całą masę choinek, ich ciemnozielone igły odcinają się od jaskrawej bieli pierwszego śniegu w Davos, gdy śmigał pomiędzy drzewami na pierwszym w tym sezonie off-tracku, kilka dni temu. Wymijał je, jak Alberto Tomba-bomba tyczki w slalomie specjalnym.

– Życie, żyyyycieeee! – tak, Robert piał wtedy z zachwytu, z upojenia, brał zimne alpejskie powietrze prosto w płuca. I śmig w lewo, i w prawo, i jeszcze raz. A zazdrosne, nieruchome choinki biły go zaśnieżonymi gałęziami prosto w twarz, jak nienawistne kochanki, gdy je mijał. Jedna, druga, kolejna. I świeży ślad nart pomiędzy drzewami na pierwszym alpejskim śniegu.

Aż nagle nieoczekiwany wykrot, podła dziura pod śniegiem. Jama borsucza, albo lisia, chuj wie jaka. Lewa narta wpadła, jak w masło. Albo lepiej, jak w gówno, myśli. Siła rozpędu wyrzuciła Roberta do przodu, jeszcze usłyszał trzask łamanego kolana, zanim poczuł ból. Takie suche pssstryk, jakbyś łamał zapałkę, patyczek od lodów. Potem ból, ciemność i nic.

Obudził się dopiero w helikopterze, gdy zwozili go ze stoku. Był przy nim Bigos, jechał bezpieczniejszą trasą, tuż koło lasu. Asekurant, wiadomo. W Warszawie żona, dwójka dzieci. Ma chłopak dla kogo żyć.

A teraz siedzi tu przy nim, przy szpitalnym łóżku, sprawdza lajki pod zdjęciem  i się śmieje.

– Ehh, chojraku. Szczęście że głową nie przyjebałeś – mówi Bigos. Po czym dodaje, – Masz sezon stracony.

Jakbym, kurwa, nie wiedział – myśli Robert.

W tle Dr. Bauer, Phd, barytonem kończy słowa kolędy:

Jesus, der Retter ist da!
Jesus, der Retter ist da!

Pielęgniarki, w tym Gertruda, dośpiewują.

 

 

(Visited 447 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Play
Play
Play
previous arrow
next arrow
Slider