Dziewczyna z Lublina

Trzydziesty dzień grudnia, krótko przed północą. Wyjechałem tak trochę pro-forma, wiadomo, noc przed sylwestrem. Mały ruch, mimo że sobota. Wszyscy zbierają siły na noworoczne chlanie. Ja też w sumie powinienem zbierać siły, na sylwestrowe wożenie. Nudziło mi się w domu, więc wyjechałem. Czysta ekstrawagancja z mojej strony.

I tak tkwię teraz w kompletnej ciszy. Faktycznie zero kursów dziś wieczór, było zostać w domu. Świetlne lata od centrum, na zaplutym Targówku*, pusty parking pod giga-mega handel-galerioświątynią. Rok temu tu kręciłem bączki na śniegu, wspominam. Oj, było.

Antylopy i gepard

Dziś nawet i śniegu brak, o driftach zapomnij. Silnik mruczy kaszel-dizlem, ciepło wieje na nogi, zabijam czas czytając Bukowskiego.

Nagle ‚Ting-ting’ – wpada zlecenie. Oby niezły kurs, przez chwilę oceniam szanse. A te są równe. Może trafię kurs do centrum, a może nie. 50/50, na dwoje babka wróżyła, myślę. Trochę jak z totolotkiem, tam też fifty-fifty. Albo trafisz milion, albo nie.

Tym razem trafiam. Może nie szóstkę, za to piątkę już na pewno. Przynajmniej z rozmiaru biustu laski, która zamawia kurs. ‚E’ to piąta litera w alfabecie, a taki dźwiga przed sobą podwójny sajz, co najmniej. Do tego jedziemy do centrum, miejsce docelowe w aplikacji oznaczone dumną strzałką wbitą w Pałac Kultury, w sam środek. Jak iglica. Albo jak…

Już mi się podoba.

– Do miasta, do życia mnie wieź, Paweł – śmieje się panna, gdy już w mondziaku. Na przednim, tuż tuż obok. – Wieź mnie na biforka.

No to wiozę. I trochę zerkam na bok, zwłaszcza przy skrętach w prawą stronę, choć nie tylko. Obczajam pannę. Jest nieźle.

Ta tymczasem trajkoce jak najęta. O tym że przyjechała do Warszawy z Polesia, do kumpeli. Że studiuje w Lublinie, na UMCS-ie. Socjo-chyba-logię. Albo jakoś tak, słabo się skupiam w tym momencie. Jakąś logię w każdym razie. Ona dalej, że miały wyjść razem z kumpelą w miasto dziś wieczór, a tu – uważaj, Paweł, niespodzianka – kumpeli chłopak nagle wrócił z Lądka. Na samego sylwestra, rozumiesz. Taka niespodzianka. I z wyjścia z kumpelą na biforka sam smętny chuj został. Więc ona sama dzisiaj.

– Sam rozumiesz, Paweł – mówi panna. I dodaje – A tak w ogóle, to fajny jesteś, Paweł.

Panna zawiesza głos, cisza w wozie. Poprawia blond włosy.  Teraz opadają jej na cycki, z obu stron. Takie Niagara Hills. Patrzy na mnie. Jesteśmy na Wisłostradzie, łapie nas czerwone przy Sanguszki. Zatrzymuję auto, chyba rozumiem.

I mówię do niej, trochę rozkazuję:

– Rozsuń nogi.

– Już, tak szybko?

– Spokojnie. Chcę ci tylko fotel odsunąć.

_____________

* zatwardziałych miłośników Targówka przepraszam za ‚zapluty’. Na Targówku też bywa uroczo. Można sprawdzić obrazki w necie.

O choćby tutaj, przy Askenazego.

blokizprl.pl

 

żródło zdjęcia: blokizprl.pl

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Play
Play
Play
Arrow
Arrow
Slider