Adelix

 

Ścisłe centrum, Świętokrzyska. Sobotnia noc, właściwie to już niedziela, jest nad ranem. Łapię kurs z Mazowieckiej, zamawia Adela. Skręcam w lewo, ładuję się w ciąg aut, czołgam powoli Mazowiecką w strone Sketcha, tam punkt odbioru. Wywalam niedopałek przez szybę, okien nie otwieram, nie ma po co. I tak nie wywietrzy się w tym korku. Taksówka-uber. Uber-uber-taksówka. Plus bramy piekieł wokół, dantejskie sceny, ktoś-komuś, ktoś-z-kimś, małe ludziki wokół.

Trochę jak u Brojgla, walka postu z karnawałem, tak sobie to tłumaczę. Nawet kalendarz się zgadza, akurat ten czas.

wikiart

Witamy na Mazo, four-ejem. Nadal sunę powoli, kia-klekot posuwa się o milimetry na jedynce, bardziej dusi niż ciągnie* w tym korku.

Widzę dwie laski, mijają mnie. Idą w stronę Świętokrzyskiej, centralnie środkiem ulicy. Zauważam je, są całe na biało, głównie dlatego zauważam. Jedna w białych spodniach i bejsbolówce na głowie, blond włosy spod niej; druga w białej miniówce, ma fajne nogi. W zasadzie to ta druga bardziej idzie, ta miniówkowa, prowadzi spodniową pod ramię i wpół pasa. Zaraz czapka spadnie, założę się.

Oho, prorok. Właśnie spadła, toczy się pod koła auta za mną. 1:0 dla mnie. Żal, że nie u buka obstawiłem. Biała w miniówie pomaga podnieść, jest sukces, fabia wyhamowała tuż przed daszkiem.

Nic to, puste widoki, czołgam dalej. Po chwili dzwoni telefon, odbieram.

– Brzddrzzdz – słyszę. To klientka.

– Witam, pani Adelo – odpowiadam.

– Brdzrdrzzz – A potem – Yps! Gdzie pan jest? Bo koleżanka już nie daje rady.

– Właśnie mnie minęłyście, dziewczyny. Dawajcie, białe auto – Już rozkminiam, że one, to one. Te na biało, ja na biało. Cało-na-biało.

Żesz kurwa jak bajecznie. Kay i Gerda w saniach królowej śniegu już za moment.

***

Adela otwiera przednie drzwi od strony pasażera, z prawej. Prawie wpycha bejsbolową pannę na przednie. Znowu czapka koleżance, tej spodniowej się zsuwa, opada na lewarek skrzyni. Prawą dłonią podaje, laska półprzytomnie zakłada na głowę.

– Pan wiezie przyjaciółkę do domu, jej już starczy na dziś – mówi do mnie Adela, przez drzwi od auta. I podciąga miniówę, bo już jacyś ciapaci obok ją obgwizdują, tak przeniośle, z długim ‚Wiii’ pełnym szacunkiem dla jej ud.

Widać nieźle się pochyliła. myślę. A ja z drugiej strony.

Angela sprzedaje cudzoziemcom oburęcznego faka i odchodzi dalej w balety, na szpilkowych. Zostawiając mnie ze spodniową, na przednim.

Jedziemy.

***

Tylko dokąd, adresu w aplikacji nie ma.

– Gdzie cię zawieźć – pytam skręcając z Mazowieckiej w lewo w Kredytową.

– …oska… dzsisiatszdzwieć – mamroce panna.

Okej, Wołoską wyłapałem. Już nieźle. Jedziemy.

***

Gdzieś pod szpitalem rządowym emeswuicośtam zatrzymuję auto w zatoczce. Laska śpi na zabój, bejsbolówka osunięta na wzrok. Trochę pochrapuje.

– Budź się, jesteś w domu – mówię, lekko szczypiąc ją w policzek. Gdzieżby za kolano, chociaż chyba fajne, spodnie utrudniają ocenę.

– Aaaa. Mmmm – słyszę w odpowiedzi. Panna odwraca się na bok, w stronę szyby. Całkiem smacznie.

Tym razem szczypię mocniej.

– Ej, jesteśmy.

Skutkuje.

***

Potem ona budzi się, wskazuje na miejscówkę, gdzie faktycznie chciała dojechac. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki normalnie, ot tak hop! i ożywa.

– Skręc tu na rondzie. I zaraz jesteśmy u mnie – mówi.

Skręcam. Światła trzymają kurewsko długo.

Potem zajeżdżam w zatoczkę, tuż przy Wiktorskiej. Zatrzymuję auto. Laska odwraca się w moją stronę, obejmuje mnie. Przybliża się, ja uchylam. Ona przyciska mocniej. Jej twarz, moja twarz. Jej język wibruje w moich ustach.

Niezbyt ogarniam, to wszystko tak szybko się dzieje. Panna uspakaja tę sytuacje

– Ale jestem naspawana. Normalnie, jak nigdy. Chodź na górę, kierowco- słyszę, jak mówi.

No serio, nie wiem.

A potem idę.

_____________

* taki żarcik mi sie przypomniał, a propos. Trochę suchar, uprzedzam.

– Panie sprzedawco, a ten odkurzacz, to on mocno ciągnie?

– Oj panie, mocno. Aż łzy lecą.

 

 

 

(Visited 1 094 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Play
Play
Play
previous arrow
next arrow
Slider