Dwa klucze

Wychodzę z domu dziś trochę później niż zazwyczaj. Przyczyna prosta, odsypiałem weekend, piękna pogoda ostatnie dwa dni, więc i działo się na mieście. Wiara bawiła się oporowo i chlała. I nad Wisłą, i po krzakach, kurs za kursem wpadał cały czas. A każda laska w miniówce, a każdy kolo wypachniony. I z małpką w kieszeni, i radosny jak ta wiosna, co wreszcie nadeszła.

Zbliża się dwudziesta gdy dopiero jako-tako ogarnięty z buta zasuwam w stronę auta. Stąd, ze Złotej mam jakiś kilometr z hakiem do miejsca, gdzie porzuciłem kijawkę na całodzienny, poniedziałkowy odpoczynek. A co, niech pośpi, niech odpocznie tak jak ja. W końcu należy się, ponad tysiąc wykręciliśmy w ten weekend. Rozkminiam wiosnę, do auta mi nie spieszno.

#ticoromantico, ogólnie.

O!. Forsycje są i nawet już kwitną, a nie? Oto dowód.

foto: Paweł Grott

Są?

Są.

Kwitną?

Jak ten chuj, kwitną. A nie?

Parkuję dość daleko, choć miejsca pod kamienicą w bród, zwłaszcza w tygodniu. Powód jest prosty. Fajnie mieszka się na Mirowie, nie ma co;, za to problem jest jeden, strefa płatnego parkowania.

Kwoty za to parkowanie drakońskie, bilet drogi, bo 3.50 za godzinę, tę pierwszą, za kolejne jeszcze grubiej. A weź tu postaw auto na chwilę, bez płacenia, choćby i pięć minut. Zaraz Inspekcja Transportu się zjawi, siedzibę firmy mają tuż za rogiem, przy Chmielnej. Chodzą żółte śmieszne ludziki* i pstrykają foty tam gdzie nie trzeba. I nie ma zlituj z nimi, zero gadki. Próbowałem.

Czyli zostawiam auto przy Kolejowej, o ile jest miejsce, tam za darmo. Niestety, ta,też trudno, nie sam wpadłem na taki pomysł, coś znaleźć, wcisnąć się to ciągła walka. Jak życie. Czasem wygrywasz, częściej nie.

Wlokę się wzdłuż Srebrnej, przecinam Towarową w stronę Kolejowej. Wywalam niedopałek na jezdnię, pstrykam kiepem w marny trawniczek pomiędzy torami. Przebiegam drugą nitkę ulicy, na wpół-zielonym, to eufemizm, tam krótkie światła. Po prawdzie było czerwone, startujący spod świateł taksiarz mocno mnie obtrąbił. Oj, złotówo, myślę, poczekaj.

Jeszcze nie zdążyłem mu dobrze pięścią odgrozić po tym zatrąbieniu, gdy widzę taki oto obrazek:

foto: Paweł Grott

Moja kijawka uwięziona, odpuszczam złotówie. Szlag. Weź tu wyrusz, wież kogo trzeba, tam gdzie życzy, weź tu zarób na życie, wciąż kłody pod nogi. Z żółtą blokadą nie da rady.

Chciałeś mieszkać w centrum, Paweł, to kurwa masz. Wyciągam kartkę spod wycieraczki, strażo-mejski komisarz numer sedemset-coś dumnie podpisał. Na akcydensowym druczku. Żesz kurwa mać, tego było mi trzeba. Pieczątki z ziemniaka. Komisarz-kurwa-halski-jego-mać. W czapce z otoczkiem trawników strzeże.

Wypierdalam ten marny kwitek na asfalt, potem pod numer z żóltej naklejki na szybie dzwonię. 986, straż miejska. 986? jakaś pomyłka. 666 powinno być. Same szataaaaany. Diaaaabeł. I śmierć. Tak myślę.

Tymczasem ktoś odbiera. Pewnie szatan, jak nic.

– Halooo – wionie mi do ucha. Samą siarką.

Nie zraam się, streszczam sytuację, podaję numer blokady. Bez kurw, bez przecinków. Na chłodno. Suche trzysta-osiemdziesiąt-pięć.

– Pan poda numer blokady, jeszcze raz – słodkim chropawym głosem wionie z słuchawki, wprost mi do ucha.

– 385, potwierdzam.

– Zaraz podjedzie patrol, do pół godziny będzie patrol. Pan poczeka przy aucie. Dziękuję. – Miękki głos się rozłącza, ja odpalam kolejnego szluga.

Stoję jak ten parasol przy Kolejowej, odlewam się pod płotem, potem ziewam i otwieram zablokowane żółtomiejską blokadą auto. Wsiadam.

Wkurw lekko mi mija. Ot, czekam na strażników teksasu, aż podjadą, zdejmą blokadę i skasują, co należne. I co? I tak kredytowy. Albo pięć dych w łapę, stresu nie ma.

Szyba uchylona, jaram szluga, przeglądam legijne wiadomości w necie. Jozak-kozak, czy wytrwa? 3:0 ze Szczecinem w ostatnią sobotę było, wiozłem kibiców, nawet zabawnie było. Może opiszę. W sumie śmieszny kurs miałem. Gość brzuchem opierał się o przednią szybę i złamał ray-bany o podsufitkę.

Zaczynam pisać kolejną historyjkę na bloga.

Niestety, zanim wystukam pierwsze trzy zdania słyszę takie głośne eeej, to przez  uchyloną szybę.

– Eeej! Proszę pana – jakiś głos woła do mnie z lewej strony.

Patrzę w prawo, chłopak w marnej skodzie zatrzymuje auto tuż koło mnie. Młody. Krzyczy do mnie:

– Dwa klucze!

– Coo? – pytam głupawo.

– No dwa klucze. – odpowiada. I zaraz dodaje szybko, bo światła przy Towarowej jjuż się zmieniają. – Jeden o drugi wystarczy oprzeć, na krzyż. I kłódeczka pęka, proszę pana.

– Mam tylko jeden, siedemnastkę – przekrzykuję ruch uliczny.

– Okej, ja mam drugi, damy radę – odkrzykuje chłopak. I zaraz parkuje skodawkę tuż przede mną.

***

– Excellent!- I cried.

– Elementary – he said.

Potem odjechał, marną skodą.

_________

* mam kumpla, Jarka. Znamy się od lat. Jeszcze winiasze w późnej podstawówce razem obalaliśmy, pod blokiem. Potem nasze drogi się rozeszły, parenaścię lat się nie widzieliśmy. On poszedł w trawę, poszedł w narko, ja w karierę. Rozpłynęła się znajomość, choć obydwu nam chuj z tego wyszło. I narko,i kariera tyle samo warte, niezależnie którą ścieżką pójdziesz. Jak widać.

Spotkałem Jakra ostatnio, gdy też zaparkowałem na nielegalu, w okolicach Brackiej. Był w mundurze Straży Miejskiej, na dyskotece podjechał do mnie, stary Jaro. Po chwili mnie rozpoznał, a raczej to ja jego. I to mimo czapki, zawsze łysawy był/

– Siema Jaro, to ty? – ucieszyłem się.

–  Siema, Paweł. Kurwa, tu nie można stać – odpowiedział. – Znam cię, więc tylko upomnienie. Zamiast mandatu.

– Dzięki Jaro, a ty co, w straży miejskiej robisz? – spytałem głupio. Bo widać, że tam robi.

– A w straży miejskiej, normalnie, no kurwa.  – potwierdził. I dodał, z ukłonem strażo-miejskiej czapki – Wciąź jaram. Nigdzie indziej mnie nie chcieli.

 

Dogadaliśmy się na browara, z Jarem.

Wkrótce.

***

(Visited 557 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Play
Play
Play
previous arrow
next arrow
Slider