Bystra, bystra

 

Druga w nocy, ja na Mokotowie. Skończyłem kurs na Obrzeźnej przed chwilą, dwie mocno uśmiane, narąbane panny zawiozłem w pielesze, jeszcze po drodze orlen zahaczyliśmy. ‚Panie Pawle, jakieś winko z koleżanką byśmy, pan podbije pod nocny’. Kontynuacji wieczoru na chacie na Obrzeźnej udało się pół cudem uniknąć, mimo mocno nalegającej Klaudii. ‚Oj, Paweł, może z nami?’ /nagle już na ty byliśmy/.

#bawciesiędobrzedziewczyny.

Czyli dwa sukcesy. Jak ta godzina na zegarku. I dwie panny przed chwilą. Choć one to nie-sukcesy, akurat. Raczej porażki. Zatem adieu.

Usatysfakcjonowany, czołgam się z wolna w stronę centrum, chyba raczej do domu trochę snu złapać, jak nic ciekawego nie wpadnie.

Daleko nie odjeżdżam, już pod galmokiem łapię zlecenie. Aha, lotnisko. Zamawia Samvel, chyba imię ormiańskie, albo azerskie przebiega mi przez myśl. Bądź żydowskie, tylko U w fau się nieopatrznie zmieniło. Chuj tam, nieważne jakie, w końcu tolerancja, rzecz ważna. I ważny też pieniądz za ten kurs, zatem sprawdzam cenę zanim podjadę, czy opłaca się trzy kilometry podjazdu robić. Jak by co, to anuluję, weź tu dymaj za siedem-pięćdziesiąt.

Jest nieźle, uber wycenia kurs na ponad cztery dychy. Okej. Zawracam przy Domaniewskiej na nielegalu, totalna pustka o tej porze. A co. Jakbym koguta miał, to bym na dach podstawił, jak poli. Oni zawsze tak robią*. A tak bez koguta i na pustej drodze, moment-trzy i jestem na Okęciu.

Podjeżdżam pod strefę odbioru, na odlotach, w zęby chwytam bilet z parkometru. Strefa AB, czyli drugi terminal. Parkuję tuż przy hali. Po chwili mam klienta. I to jakiego.

Bo wsiada gość, normalnie szerszy niż wyższy, taki co łatwiej go przeskoczyć niż obejść. I z wielką brodą. Znad tej brody łypią czarne oczy, widzę w lusterku. Jest to Samvel.

– Na Wolku Kosowsku napierdalaj. U mienia Kitajcow nada pilnowat – rozkazuje. I zaraz popędza. – Tolka bystra, bystra.

Zatem bystra-bystra napierdalam, a co. Kijawka aż się trzęsie z tego bystra, ja zresztą teź. Bo koleś mocno groźnie wygląda, a ostatnio i jakaś strzelanina była z Ormianami na uberze, przypominam. Gość tymczasem popędza, z tylnego fotela:

– Nu dawaj, dawaj, maladziec. Bystra-bystra.

Zatem napierdalam. Jak Samvel kazał.

Podjeżdżamy pod Wólkę, jakieś kurwa baraki, magazyny, ciemno wszędzie. Mimo prawie trzeciej, ludzie się kręcą przy jednej z hal targowych, żółte ludziki coś niosą, coś wynoszą. Ale o co chodzi. Dalej jadę wedle instrukcji, które brodacz rzuca z tylnego fotela:

– Liewa, priawa, i wpizdu wpariod. – czyli naprzód.

W końcu zatrzymuję auto, pod jedną z hal. Nadal ludziki, nadal żółtawi. Uwijają się w blasku halogenowych latarni pod halą, coś tam ładują, inne wyładowują. No ludzie-mrówki, normalnie.

– Pażdy tu na mienia, znaczy paciekaj – rozkazuje Samvel. I wybiega z auta, nie zatrzaskując tylnych drzwi. Kurwa, zaraz rewolwerem zamacha, myślę.

Drzwi sam domykam, nie czekam na gościa. Potem wylogowuję się, wracam do Warszawy na pusto. Jaram szluga, wrzucam oldskul, Coolio.

 

Jakoś mi pasuje ta nuta.

Tu i teraz.

_____________________

* Przyuważcie to, policja zawsze tak robi. Podjeżdża pod skrzyżowanie, gdzie na przykład nakaz skrętu w prawo. A oni akurat chcą w lewo. Zatem co. Dyskoteka na dach, mig-błysk, i skręcają w to lewo, na nielegalu. Za to na błysku. Że niby pościg, że gonią bandytów. Albo co.

źródło zdjęcia: tefakty.pl

Zaraz po skręcie wyłączają strobo. I dalej jadą normalnie. Najczęściej na maka.

Jeść się chce po nocy, wiadomo.

(Visited 607 times, 1 visits today)

2 thoughts on “Bystra, bystra”

  1. fredzik says:

    mocno szemrane interesy

    1. mm
      Paweł Grott says:

      Też tak myślę.

      Pozdrawiam,
      Paweł

Dodaj komentarz

Play
Play
Play
previous arrow
next arrow
Slider