Grzywka Hitlera

 

– Ej, no kurna Paweł, no poczekaj na Grubego, Paweł,  jeszcze Gruby z nami jedzie! – krzyczy do mnie Włodas z tylnej kanapy. W łapie ma puszkę królewskiego, wymachuje nią mocno gdy tak krzyczy, coś tam się z puszki ulewa. Na podłogę w tojce, pryska pianą na wyszalikowanych współtowarzyszy, co obok. Prysk, bryzg, olala.

Kumplom Włodka najwyraźniej to nie przeszkadza, siedzą cicho. Mi również nie. Taki czas, taka chwila. Bawimy się. Się bawimy.

Ten wieczór i tak jest wyjątkowy, zatem i ja robię wyjątek. Się bawimy dzisiaj, tu i teraz. I czekamy na Grubego. A jak.

Tymczasem panowie na tylnym, mocno ściśnięci, chóralnie wchodzą w dobrze znaną mi nutę. Wokalem.

– Nie poddawaj się, ukochana ma… – już śpiewam wraz z nimi. I łapami w podsufitkę, łup, łup! I nadal mi nie przeszkadza, wręcz przeciwnie, ja też. Łup! Łup! Się bawimy. I o podsufitkę. I kurwa, jeszcze raz. Łup! łup!

A Gruby, całkiem nieopodal, właśnie kończy lać pod krzakiem, chyba bzu. Niedawno przekwitłego, więc nie wina Grubego, za te obumarłe kwiatki na krzaku. Za to Gruby dośpiewuje. I to dość dziarsko zapinając rozporek, zaraz sobie przytnie, nic to drze się na całą Agrykolę, na całe Powiśle:

-…ochana maaaa!!! – …aaawaj sieeee!!!!

Echo niesie -esie -esie -esie. Aż po blokach na Fabrycznej się esie.

Oświetlam tę scenę nędznego lania reflektorami, widać dość ostro, niedawno żarówki wymieniałem. Na OSRAM. Choć ostro świeci i tak nie polecam, faszystowska firma, wystarczy doczytać na wiki. Poza tym logo mają słabe*, cóż innych nie było akurat na orlenie, brałem co jest.

Przełączam na postojowe, żeby dzieci nie gorszyć. I żeby cukenberg nie zdjął, na fali przesłuchań, po polsku też ponoć czyta, uważajcie.

Tymczasem ta ciemność, jak już przełączyłem na postojowe. O taka.

– …szawa!!!! – dobiega z niej. To Gruby wraca, dośpiewując, dopinając.

I podchodzi, wyłania się z ciemnych zakamarków parku, sapiąc. Wyraźnie męczy go te kilka kroków, od krzaka do wozu. Bo faktycznie jest gruby. I wielki. Wieeeelki. Kurwa, olbrzym.

– A nie mówiłem, że wielki? – pyta Włodas. Dość retorycznie pyta, z tylnej kanapy.

No kurwa, faktycznie. Mówił. Uprzedzał.

Gruby wsiada, auto aż przechyla się na prawo, przeguby jęczą. Trę podwoziem o najmniejszy wybój na drodze, gdy jedziemy na Zamkowy.

Nic to, nieważne. Chuj z tym, że jęczą; ważne, że Zamkowy niedaleko. Tylko weź tu i zaparkuj. Objeżdżam Podwale ze dwa razy, szukam miejsca też na Franciszkańskiej, jadę Zakroczymską. W końcu parkuję auto przy Wałowej, bliżej nie ma miejsca, ni chuja.

Wychodzę z auta wraz z nimi, kolejna pieśń na ustach. Gruby nadal sapie, coś narzeka.  idziemy w stronę placu. Pod kolumnę, szalik zawiesić na szyi pomnikowego króla.

Mamy mistrza, tu w Warszawie. Trzeci raz z rzędu.

Taki wieczór.

______________

* Plus ten napis pod logiem żarówek OSRAM. Der Spezialist.

Grzywka Hitlera, No kurwa, najgorzej.

Reszta w wiki.

 

(Visited 495 times, 2 visits today)

Dodaj komentarz

Play
Play
Play
previous arrow
next arrow
Slider