Wujek Janek – część pierwsza

 

Jest dzień, jest niedziela, Wołomin ciężko wstaje, z trudem dycha. Z wolna podnosi się z kolan, ociera przekrwione oczy z przykrótkiego snu. Kolejny weekend minął, po sobotniej nocy trupów tu w Wołominie nikt nie liczy. Ci co przeżyli, ci zostali. A już zwłaszcza wiosną. Tak tu jest.

Tymczasem klęczę na myjni, na Sikorskiego, generała Władysława, bohatera. Zamiast w domu odsypiać, na bezdotykowej równie bohatersko auriskę ogarniam na kolanach, mocno ziewając przy tym. Auto zajebane w opór po sobotniej nocy, warto odświeżyć. I poczekać na kurs, koniecznie w stronę Warszawy, potem zjechać do domu, coś zjeść, ciut odpocząć. Taki plan.

#jezdemsikorsky, myślę. Prawie Władysław. Ten od helikopterów. I drugi dywanik. I dalej. I hej, przygodo.

Oto ja, bohater nocy codziennej. Zamiast karabinu mam odkurzacz za dwa zeta w dłoni. Na taniej myjce w Wołominie. I też latam po nocy, jestem jak on, jak Władysław. Tylko hitler-wąsik mi jakoś nie rośnie, a szkoda. Byłbym też.

#bohateiro, żesz kurwa mać.

Eh, życia Paweł nie oszukasz, odganiam kiepskie porównania. Ani tapicerki, jej też nie oszukasz. Jest czarna, każdy paproch widać ze stu metrów co najmniej, topole pylą na potęgę. To właśnie ten czas, czuję się jakby rok wcale nie minął.

Topolowy puch

I nadal czekam na kurs do Warszawy. Do cywilizacji. Do domu.

Gdzieś przy trzecim dywaniku, akurat zmywam wlepioną szpilczastym obcasem żujgumę, ting-ting znajomy dźwięk, to wpada zlecenie. Rzucam dywanik na oślep, gnam do telefonu, kciukiem akceptuję. Potem sprawdzam adres docelowy. Jest Warszawa, jest dobrze. Konkretnie Starówka. Stamtąd rzut kamieniem na Mirów. A na Mirowie dom, wygodne wyro i spanie. Może i jakiś browar w lodówce zastanę, zapomniany. Kto wie. Na dobry sen.

A zamawia klient, dokładnie Michał. Klient-specjalnej-troski, co zaraz się okaże. Z samego Wołomina, a jak. O nim zresztą za moment, w drugiej części.

Na razie widzę fajną laskę, gdy podjeżdżam pod adres odbioru. Dokładniej blondynkę, w kucyku. Takie skrzyżowanie Kate Moss z Naomi Watts, wyobraźcie to sobie, od każdej co najlepsze. Czyli nogi Kate plus krągłości Naomi. Sam miód. A oczy zdecydowanie już Naomi, chłodne, lodowate, zimowe.

Wyzywające.

Właśnie takie ma oczyska, gdy mówi do mnie przez szybę którą uchyliłem na jej widok, nie przez słuchawkę, jak na zdjęciu. A mówi to, krótko, banalnie:

– Pan uber? Aha. Pan poczeka na męża. Zaraz tu powinien być.

Wychodzę z wozu, otwieram jej tylne drzwi. Z trudem ładuje nogi na tylne, choć przedtem fotel odsunąłem. Takie ma długachne.

Nic to, wsiadam do auta, podkręcam muzę. I klimę.

Czekamy.

…..

…cdn.

 

 

(Visited 611 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Play
Play
Play
previous arrow
next arrow
Slider