Wujek Janek – finał

 

Część druga.

W poprzednim odcinku. Flashback:

Ranek, niedziela, myjka. Wołomin, to przede wszystkim. I dywaniki. Przy trzecim łapię zlecenie. Do Warszawy. Do miasta. Do życia. Podjeżdżam. Podchodzi panna. Trochę Naomi, trochę Kate. Ma długie nogi. I męża. Na którego właśnie czekamy.

Całość tutaj:

Wujek Janek – część pierwsza

 

__________________

Wychodzę z wozu, otwieram jej tylne drzwi. Z trudem ładuje nogi na tylne, choć przedtem fotel odsunąłem. Takie ma długachne.

Nic to, wsiadam do auta, podkręcam muzę. I klimę.

Czekamy.

Nie zagaduję, nawet o imię nie pytam. Ot, zmęczony jestem. Pewnie Lukrecja, zgaduję. Tak mi się kojarzy, nie poradzę.*

Tymczasem właśnie nadchodzi Michał, mąż tej laski, Lukrecji. Co siedzi, milczy i pachnie z tyłu wozu.

Dziarskim krokiem, w przyciasnym tiszercie /puchar jest nasz/, w krótkim spodenku, podkolanówki aż za kolano ma, do klapek. Swój chłopak z Wołomina. Wiadomo, stylówka. Na maxa. W końcu niedziela, na wywczasy jedziemy. A jak. Fejk taksą, walimy na bogato. Nad Wisłę, na Bulwary.

Michał nie jest sam, razem z nim rozdarte bachorzysko, chyba chlopiec, choć trudno rozróżnić w dzisiejszych czasach. Wlecze go za rękę, dzieciak prawie kolanami drze wołomiński bruk. Michał mało zwraca uwagę na gnoja, w sumie nie dziwne, bo w drugiej ręce niesie czteropak warki. I bardziej na browar uważa, żeby nie wstrząsnąć. Na majówkę w sam raz, upały zapowiadają.

Obserwuję tę scenę, obaj panowie coraz bliżej, choć szarpanina w najlepsze. Niedzielny wkurw we mnie rośnie, o, już wiem jak go zgaszę. Tak dla fanu czystego, rozładowania. Uchylam zatem szybę:

– Witam panie Michale – mówię. I od razu pytam  – Czy ma pan fotelik dla młodego?

Gość konsternacja, skąd wiedziałem. Nawet dzieciak stop klatka na chwilę, ucina wydzierki. Cisza trwam wyczekuję jak Kasparow. A co, niech pocierpią chwilę.

– A bez fotelika nie da rady? – w końcu pyta Michał.

– Niestety. Ni chuja. – dodaję rzeczowo.

I dalej milczę. Czekam aż padnie standardowe: – Oj panie Pawle, oj pojedziemy bez fotelika. Mandat biorę na siebie.

– Oj panie Pawle, oj pojedziemy bez fotelika. Mandat biorę na siebie. – pada.

No już, już prawie zadowolony jestem. Jeszcze tylko równie standardowe z mojej strony:

– Aha, tak. Mandat i zbieranie młodego w foliówkę, jak przez okno wyleci przy nagłym hamowaniu. – mówię. I zaraz możemy jechać.

#shownomercy, Paweł. Lukrecja*

Finał tego bifa jest krótki, nie wyczekuję ich zbyt długo w rozważaniu krwawej sceny. Zwyczajnie otwieram bagażnik, wyjmuję fotelik. A bardziej taki poddupnik, pod dupę młodego w sam raz. Włala i tądądą, w jednym, kurwa magik, dwanaście królików z czarnego kapelusza, dwa półtuziny uszami powiązane. Po sześć w jednej dłoni.

Czyli jednak damy radę.

Uff.

***

No to jedziemy. Jest cudownie, całkiem sielsko nawet. Ja śmigam, oni milczą. Młody bawi się kredkami, coś tam smaruje w foteliku. Częściej na kartce, czasem na szybie. Do tego napierdala obutymi kopytkami w mój fotel, raz po raz. Z tej radości, że maluje chyba. Nic, to mam masaż. Szukam pozytywów. Jeszcze dziesięć kilometrów.

Właśnie zjeżdżamy z Armii Krajowej na Wisłostradę, gdy Lukrecja z tylu odzywa się niewinnym tekstem. Nic nie wróży katastrofy, niebo nadal słoneczne nad nami. Jeszcze.

– Wiesz Michał, Bożenka załatwiła nam trzy bilety do teatru lalek, na środę. Pójdziemy? – pyta niewinnie.

– Ooo. Taaak. Fcem, fcem, fcem! – eksplozja radości młodego na foteliku za moimi plecami – Jajki, fcem, fcem, fceeeeem!!!

Radość jest dodatkowo wyrażona fruwającą kredką, co mija zagłówek, targa moje włosy i odbija się o przednią szybę spadając na dywanik z przodu. Różowa, kurwa mać. Do tego wzmoncnione Jeb! Jeb! Jeb! nóżkami o mój fotel. Jeśli masaż miałem przedtem, to teraz mam tajski.

– Kotku, chciałbym, ale nie bardzo mogę, mam robotę – Michał jakoś nie podziela entuzjazmu syna.

– Ale mam trzy bilety – nadal próbuje Lukrecja.

– Fcem, fcem, fcem! Jajki! – drze się młody. – Jaaaaajki!!

Kolejna kredka. Tym razem zielona.

– To może z kimś innym pójdziecie, Kotku? Naprawdę mam masę roboty – podsuwa rozwiązanie Michał.

– Oooo taaaak! Z wujkiem Jankiem!!! – wykrzykuje młody. I skanduje – Z wu! jkiem! jan! kiem! Wuj! kiem! jan! kiem!

W tym momencie obugłośny ryk.

– Gówniarzu cicho!!! – krzyczy Lukrecja.

– Kurwa, znowu ten Janek??? – woła Michał – przecież miało go już kurwa nie być!!! Wracamy, już ja mu zajebię, poczekaj.

W aucie zapada cisza. Słyszę jak ostatnia kredka z głuchym łup odbija się o szybę, potem spada na fotelik. Akurat stoimy na światłach przy Bartyckiej.

Ta ostatnia kredka jest czarna.

***

Po dwudziestu minutach znowu jestem w Wołominie. Zamiast w domu odsypiać, na bezdotykowej równie bohatersko auriskę ogarniam na kolanach, mocno ziewając przy tym. Tym razem z kredek, różowej, zielonej i czarnej.

I nadal czekam na kurs do Warszawy. Do cywilizacji. Do domu.

Może tym razem się uda.

_____________________

* Lucretia. Lukriszia. Lukrecja.

 

 

 

 

 

 

 

 

(Visited 398 times, 1 visits today)

2 thoughts on “Wujek Janek – finał”

  1. fredzik says:

    dobre XD

    1. Lechu says:

      xD

Dodaj komentarz

Play
Play
Play
previous arrow
next arrow
Slider