Szacun dla Daniela

 

Daniel zamawia kurs z Postępu, z zakorkowanego serca Mordoru. Stoi z kumplem przy zdezelowanym przez koparki krawężniku. Obaj panowie chwieją się, są najebani moc. Jeszcze biorą po trzy szybkie buchy zanim wsiądą, potem niedopałki lądują na jezdni. Letnia burza zaraz je spłucze, już się chmury zbierają. Jest gorąco i parno, szron kilmy skrapla się na przedniej szybie przy wywiewach. Osiemnasta z groszami, pocę się na maksa. Chłopaki wsiadają.

– Dawaj w miasto, dalej brachu. Chlamy dalej – przekonuje kumpel Daniela już w wozie.

– Yps! Ej, no chciałbym – waha się przez chwilę Daniel. I decyduje – jednak Yps~!nie, nie druhu i jeszcze raz nie. Z dupą się ustawiłem na wieczór, to znaczy randkę mam. Yps!

Świetnie, myślę. Randka cudo, jak Peszko na mundialu będziesz, Daniel, sukces gwarantowany. Na pewno się uda. Jeszcze tylko frezje kupimy, lekko podwiędnięte, z lodówki na bipi. Ciemno jest, może nie zauważy. Byle nie chryzantemy.

– Ej, no nie bądź pała. Idziemy chlać – argumentuje rzeczowo kumpel, gdy tak wyobrażam skręcając na łuku w Batorego.

Daniel czka i chwilowo się zawiesza. A potem rzuca pytaniem w moją stronę:

– Yps! Co robić. A jakie pana zdanie, panie Pawle? Chlać czy randka?

– Pan odwoła randkę, idzie chlać z kumplem – mówię znad kierownicy. Dobrze mu życzę, szczerze. Jakoś mam sympatię.

– Ooooo! Właśnie! – cieszy się towarzysz Daniela.

Typ jednak odporny na sugestie, dosyć. Rozważa w duchu obie opcje, czka. Potem decyduje, nie bez wahania.

– Nie no, nie mogę. Yps! Półtora roku robię podchody do tej panny – mówi, bardziej do siebie. A po chwili – Sam pan zobaczy, jaka petarda. Yps! Tylko ta czkawka, kurwa.

– Mogę pana w sumie przestraszyć jakoś – szukam wyjścia z tej sytuacji – Może powiem: Duch.

Słabo wychodzi, Daniel jakoś nie podchwytuje tematu. Czka za to raz jeszcze, tym razem mocniej. Yps!

Przez chwilę jedziemy w ciszy, kampus – jak to kampus – gra za to fajny kawałek. Na nich zawsze można liczyć.

John Forte, zapisuję w pamięci. Bo nuta jest mega, nie znałem przedtem. Nawet czkawka Daniela wpisuje się w czarne rytmy. Robi te swoje Yps! w nurt rytmu. Just like the sunshine… Yps!… Just like the moonlight… Yps!

#szacundladaniela.

Każda chwila jednak się kończy, kiedyś. Kawałek w radiu także, właśnie zajeżdżam na Kumpel Daniela wysiada. Jeszcze podejmuje ostatnią próbę, zanim wysiądzie, bezskutecznie.

– Eeej. Dawaj w miasto brachu, olej tę dupę – mówi – Najebiemy się jak szpaki, będzie cudownie.

– Yps! – odpowiada Daniel.

Kumpel wysiada.

Zostaję sam z Danielem.

– Na Nowolipie teraz, Yps!, mistrzu kierownicy – rzuca Daniel z tylnego. – Po pannę.

Okej, jedziemy. Nadal myślę, że to fatalny pomysł ta randka. Było chlać z kumplem, Daniel. No cóż. Młody jest, jeszcze się wyrobi, myślę. Pasmo sukcesów i trzy porażki z czarnymi zahartują jakoś. Jak naszych. Chociaż panna Daniela akurat blondi. I to złotowłosa, pszenicą utkana, owsem, żytem, dzięcioliną. O niej zaraz.

Na razie skręcamy ze Smoczej w prawo, w Nowolipie. Daniel zgłasza kolejny problem, poza czkawką.

– Pan się tu zatrzyma gdzieś, Yps! Lać mi się chce. – mówi.

Lanie ważna sprawa, w sumie znam temat. Trochę współczujęDanielowi, choć nie komentuję, zbijam twardym milczeniem. Po prostu podjeżdżam pod adres. I tak jesteśmy zaraz obok, parkuję przy Nowolipiu, tuż przy Jana Pawła. Jacyś najebani spod kebaba nas omijają, gdy Daniel jak z katapulty wyskakuje, znika za najbliższym winklem.

Długie lanie, myślę będzie, bladożółty strumyk zaraz dobije mi do opon. Chociaż wcale nie patrzę w tę stronę gdzie Daniel zniknął, nie za winkiel, nie za śmietniki. Wprost przeciwnie, patrzę w lewo.

Bo oto z lewej, tak na dziesiątej, trochę po skosie, wychodzi ona. Kurwa cała w skowronkach, jak Nawałka wkrótce na Legii. Też na biało. Pachnąca wiosną, wszystkimi przyprawami kebaba na Muranowie, ona.

Ona.

Dupa Daniela. Właśnie stoi przy przejściu dla pieszych, czeka na zielone. Jest jak skrzyżowanie podlaskiej wiosny z wieżowcem warsaw spire. Taka świeża i nowoczesna zarazem.

O kurwa, myślę. Aż włączam awaryjne.

Panna podchodzi do auta, zbiega się to z powrotem Daniela z lania za śmietnikiem.

– Hej Kotku – mruczy Daniel, dopinając rozporek, otwierając jej drzwi, całują się wpoliczek w przelocie. – zabiieram Cię w kosmos. Płyniemy. Najpierw Parkingowa, musimy się napić.

A potem, już w aucie, do mnie:

– Yps! Ma pan coś na czkawkę?


 

 

 

 

 

(Visited 578 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Play
Play
Play
previous arrow
next arrow
Slider