Technique sexuelle

 

Dziś coś na poważnie, śmichy-chcichy chwilowo w kieszeń, jeszcze będzie zabawnie, jeszcze nie ten czas. Poczekajcie.

Jeżdżąc tu i ówdzie latem po nocnej Warszawie widzę tłum. Napalonych rozgrzanych młodych samic, z mokrymi majtkami przy udach, wokół krocza, miękkich jak chrapki źrebaka, tylko wilgotniejszych. I nawalonych samców, szukających marnej erekcji przez w luźnych majtkach nad krótkimi skarpetkami. Starają się znaleźć, dogadać w rozgrzanym tłumie.

Ciała, ciała, ciała, wokół ciała. Cipka z chujem. Biegnia i kierownica. Ale-kurwa-goria. . Pasuje.

Ci samce mnie nie interesują, rzecz jasna, oni są żałośni. Za to te samice. Niewybornie, bezwiednie oglądam się za nimi, widzę te uda, pośladki, na każdym skrzyżowaniu, czuję smak, czuję zapach. Oglądam się, trochę ślinię, czasem staje mi. Przegapiam żółte, migające, trąbię na zielonym, jakbym WCI miał z tyłu na blasze, rozkojarzony. Jak każdy zdrowy chłop, ufam.

Rowerzystów chyba boskim-kurwa cudem omijam w tym wszystkim. A co tam, ozdro dla cyklistów! Któregoś zajebię kiedyś i tak. Przy całej uwadze, wiem to, niestety.

Wożę klientów, pasażeró  w tym całym zamęcie, kurs za kursem wpada. Samców, samice i tych nijakich, nieokreślonych. Bez wyjątku. Oglądając się na dupy. Ja.

#profesjonalista.

#wiadomo.

#uber.

Letnie noce. Kiedyś o tym pisałem.

Letnie noce. Śpiewają zięby

 

A potem, kilka godzin już później, jest nad ranem, Warszawa budzi się śpiewem zięb. Wtedy zgarniam takiego Francois, innego Luisa, kurwa żabojada, z ekipą, albo i bez. Wokół już nad ranem jest. Ogień i na lotnisko, mówią oni, spieszą się, ci piloci w er frans, niedoszli. Co by erbus skrzydłami nie pomachał na odlotne. W Rajanerze, za dwadzieścia euro powrotny, bez bagażu.

Ten Francois, lekko niedogrzany, z plecakiem, dopiero obudzony gość poprawia koszulę z tyłu w aucie.

– Aj forgot maj passport – mówi nagle – Monsieur.

A tam, monsieur. Grunt, że chuja masz w majtach, Franek, myślę, przygotowany jestem na taką okoliczność. Mimo to wkurwiony jestem i to mocno, jest rano, bardzo rano. Zawracam na nielegalu, podwożę francuza pod marny hostelik, z powrotem. Ten wysiada.

Z kamienicy wychodzi panna, taka ledwo obudzona, ledwo-co. Oplata mu szyję, prawie nic na niej nie ma, może koszula, biała, tego żabojada. Ledwie pośladki jej przykrywa. Podaje mu książeczkę, paszport, może kartę, nie wiem na  co oni tam z Francji wyrywają u nas, to mu podaje, jakieś kwity, dokument.

On jej sześć buziaków, w tym trzy mocne, takie z jęzorem wgłąb. Może i dziewięć, u Francuzów nieparzyście to pechowo, podobno. Przy tym łapie ją za dupę, centralnie. pod koszulą, pomiędzy majtkami. Przyglądam się, z mini-erekcją. Potem mówię:

– Dawaj Franek, jedzzzią bo twój samolo spierdoląąąą.

Odkleja się, posłusznie wraca do auta.

-Technique sexuelle – chwali się.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

(Visited 765 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Play
Play
Play
previous arrow
next arrow
Slider