Szósty żywioł

 

W letnie, upalne noce Warszawa żyje rzeką. Tam wszystko może się zdarzyć. Tam płynie życie, z reguły leniwie. A czasem szarpie się, wiruje, lawiruje. W kamieniach złapane szuka swego ujścia. Człowiek to taki paproch, wplątany w szary, brudny nurt Wisły, myślę, jarając na kamieniu, po praskiej stronie. Listek, paproch w brudnej wodzie, częściej pusta puszka po tyskim. Akurat przepływa koło mnie.

Koło jedenastej dzwoni do mnie Alek, telefon wibruje w tylnej kieszeni.

– Dawaj wodzu, kopę lat – Alek jest jeszcze trzeźwy. I tak wiem, co zaraz powie, nie mylę się – Ruszamy w miasto, nad Wisłę. Teraz, albo nigdy.

Aha, myślę. Raz na ruski rok wyrwałeś się z pieluch, wodzu. Choć Wisła kusi jak nigdy,alko-hulango z przyjacielem nad jej brzegiem tym bardziej, odpowiadam z westchnieniem:

– Eh, mordo, nie dzisiaj – wstaję z kamienia, idę w kierunku auta, telefon przy uchu – dzisiaj w nocy jeżdżę. Kasę robię.

Tak, tak. Kasę. Hajs. Dolary, euro, bitkojny, wyobrażam moje następne kursy..

#koszęfortunę

#najachtzbieram

#kurszasiedempięćdziesiąt

No, pusty śmiech. Alek wyczuwa moje wahanie i odpowiada natychmiast, rzeczowo i nie bez racji.

– Ej, kurwa, Paweł. Nie pierdol. Dawaj –  i dodaje, dla wzmocnienia – Stęskniłem się, ty chuju.

– No wiem, ja też – w sumie ma rację. Weź, walnij tę robotę w pięć chińskich gwiazd*, Paweł. Porzuć auriskę choćby i tu, walcz nad Wisła dalej, szepce diabeł na moim prawym ramieniu. Anioła ani widu, ani słychu. Może gra na trąbce akurat. Z TS.

Zawieszam się przez chwilę, potem strząsam diabła z ramienia i odpowiadam konkretem.

– Nie dziś, Alek. Czternastego się ustawiamy, na bank. Tuż przed świętem – mówię.

– Okej, czternastego na bank – potwierdza Alek. I rozłącza się.

Ćśśś, anioł nadal gra na trąbce, TS zaraz obok. Będzie dobrze.

***

Potem jeżdżę po nocnej Warszawie, aż do białego. Noc parna, noc duszna, dwadzieścia z plusem cały czas. Ogarniam pasażerów, wożę ludzi, odwożę w różne miejsca, tam gdzie chcą. Wisła w centrum wszechświata.

Alek dzwoni jeszcze kilka razy, o różnych godzinach. To z bulwarów, to z Mazowieckiej, to z pawilonów, w miarę jak noc się kurczy. Namawia, żebym auto w pizdu i dołączył. Bardziej bełkotliwie, za każdym razem. Uśmiecham się, odbieram, tłumaczę.

– Do czternastego.

I jeżdżę dalej, leniwie słucham Stańki.

Ta jego trąbka, bajeczna.

Wciąż mi gra.

[i]

______________

*  Wǔ xíng (五行) – pięć żywiołów wg chińskiej tradycji. Woda, ziemia, ogień, metal i drzewo. Dodałbym szósty.

Trąbkę Tomasza.

(Visited 331 times, 2 visits today)

Dodaj komentarz

Play
Play
Play
previous arrow
next arrow
Slider