Białe, biało-czarne i białe

 

Krótko przed czwartą, taka Łorsoł four ejem. Żyć się chce mało, tym bardziej już jeździć. Chce się spać i to mocno, a może i coś chlapnąć przedtem, dla dobrych snów, latających sów. Tymczasem ulica Chłodna, the Cold Street, nierównym brukiem szarpie po wybojach. Trochę mnie to otrzeźwia, staram się jechać torami tramwajowymi, wśród bruku planiści, robotnicy ułożyli, ocalili, sprzed wojny jeszcze. Chwała im za to. Czasem trafiam kołami w szyny, a czasem nie. Wtedy trzęsie bardziej.

I głowa Martyny, co na tylnym wtedy też bardziej podskakuje na zagłówku auriski. Hop, hop, hop. Hop. Dobra, za chwilę ją wysadzam. Jeszcze trzysta metrów, pokazuje navi. I dobudzę ją wtedy.

Najlepiej pocałunkiem. Jak kurwa książę.

fota z party.pl

Może jednak i nie, po chwili zmieniam plany. I to z trzech powodów. Raz, że ryży nie jestem. Dwa, że żaden ze mnie książę. Trzy że z Martyny tym bardziej nie Megan, nawet jeśli M się zgadza.

Już bardziej Mietka z niej, taka co ją zbiła katechetka.

fota: motywatory.pl

#haha

#płaskiżart

#itaksięśmieję

Skąpany w śmiechu nad kierownicą, wręcz utopiony, zamiast pocałunkiem, prostym krzykiem budzę Martynę:

– Już dojechaliśmy pod adres, halo! – patrząc wymownie we wsteczne.

Nie skutkuje, ponawiam ostatnie Halo!, tylko mocniej. W końcu widzę jak Martyna budzi się, przeciąga. A kysz! Chwilę ogarnia się, a kysz!. W końcu wychodzi z auta.  A kysz! kysz! kysz!

Prze-trzy-kysz. Panna jest już na zewnątrz, daję z piskiem. Czyli spierdalam.

Zanim dobrze ślad opon wyschnie już łapię kolejne zlecenie, tym razem Anushka. Niedaleko, też na Chłodnej.Łapię te tory, pół omackiem, inaczej łeb mi ujebie. I jadę po Anushkę.

Okej, myślę, gdy tor jazdy już uspokoję. Może Anushka nadrobi straty moralne, niepokoje ostatniego kursu, uspokoi, ukoi. Pojadę z Anushką hen, aż na kraj wszechświata. Da mi siedem buziaków, zostanie moją żoną.

Podjeżdżam, pełen nadziei.

I tu zaskoczka, nic z tego.

Anushka okazuje się być Murzynem. I to takim czarnym, najczarniejszym z. Dużym,wielkim, wypasionym, mocno spoconym, z bambrem stąd z Chłodnej, aż po Ndjamenę.

Co najmniej.

Przy czarnym gościu panna lat około 60-65. No dobra, chyba trochę przesadziłem. Może mieć i z siedemdziesiąt. Tak jak i cyc. Co najmniej eFka. Być może i Zetka. Plus letnia sukienka, podwinięta do pół uda.

Nawet nie patrzę. Czarny, Anushka, ogarnia ją do wozu, po chwili jedziemy na Piasecznno.

Momentalnie oboje zasypiają, oboje. Głowa Anushki na biuście tej starej. Chrap, chrap, chrap. Obopólne.

Jadę teraz Puławską, patrzę na nich oboje na wstecznym. Wyobrażam różne scenariusze, potem przestaję.

Podgłaśniam radio, kurwa, zagłuszają mi muzę tym chrapaniem.

Piaseczno, witaj nad ranem.

______

* Krókie pytanie, słowo ‚Murzyn’. Kłuje Was w uszy?

Mnie trochę kłuło, dopóki nie doczytałem, że już bardziej obraźliwie jest napisać np. niemiec, niż Murzyn. Etymologicznie ‚niemiec’ znaczy ‚obcy’, ‚niemota’. A Murzyn to po prostu śniadoskóry. I tyle.

Zawsze to gorzej być głuchym, niż opalonym.

Chociaż i tak piszę z wielkiego ‚M’.

#safetycomesfirst

#wiadomo

 

 

 

 

 

(Visited 364 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Play
Play
Play
previous arrow
next arrow
Slider