Chłopaki

 

Przy maku na Solidarności, tam obok kina femina – lalala kinaa feminaa, krzywy uśmieszek w emotiko – czekam na Tadka. Staję na awaryjnych zaraz za przystankiem w stronę Pragi. Prawymi kołami wjeżdżam w zatoczkę parkingową, tam jest taka zatoczka w której tylko kilka aut się mieści, za to jak zwykle zajebane opór, nie ma gdzie stanąć. Czyli tradycyjnie. Więc parkuję na wjeździe w tę koślawą zatoczkę, półblokując auriską skrajny, prawy pas jezdni. I czekam. Na Tadka.

Plus trochę ziewam, druga w nocy przecież dochodzi. Gęba rozchodzi mi się na na rozstaw. Coż, taka pora. Można ziewać.

Muza w kampusie trochę mnie ratuje, gdy tak czekam i ziewam, zatem podgłaśniam. Taco w ingliszduka, samogwałci się pseudoprezenterka w pseudoradio, zapowiada. Ogólny masturbejszon.

A poza tym nuta jest okej. Tak sądzę. A jak  u Was, też nieźle?

Fakeradio, fakemurzyn, fakerap i faketaxi. Jest jak uśmiech czaskoskiego. Mi pasuje. Komplecik.

Podgłaśniam jeszcze mocniej.

Tymczasem we wstecznym widzę jakiś ruch, tam z tyłu spod maka. Oho, jakaś parka przytulaszcza właśnie wychodzi, idzie w stronę wozu, pewnie Tadek z dziewczyną, z żoną, moi klienci idealni. Trzymają się za ręce, no total law po prostu. A w dłoniach, tych nie zajętych trzymaniem,  eko-torby z papieru radośnie wymachują. W środku pewnie bigmaki i fryty, fryty, fryty. Całe bogactwo fryt.*

#hejwarszawo

Tak, tak machają. I jeszcze tylko dodam, że:

#fryty

Cóż, będzie jebało mi w aucie, tymi frytami, myślę. I już planuję jak poradzę. Dezodorant z rossmana zabija i fryty. 3,50 na promocji. Gnajcie. Teraz.

#reklamówkędoliczyć?

Kto nie kupił, ten życia nie zna. Choć teraz akurat promo na kolorowe w rosmanie., podobno.

Resztę widoku przesłania mi autobus, który znikąd dosłownie pojawia się na moim pasie,  tym którym częściowo zastawiam bokiem. Gdy kierowca ZTM-u już się uspokoi, gdy już zluzuje czerwoną spinę z twarzy tak jak i przycienki krawat pod grubachną szyją, minie mnie setką bluzgów i pojedzie dalej, Tadek z panną są już przy aucie.

On jej otwiera drzwi, tak szarmancko, torbę z maka trzymając w drugiej dłoni. Coby czosnkowy się nie wyjebał czasem, albo barbekiu, znacie to. Jak czosnkowy się wywali, to najgorzej. Tysiąc lat w waniszu i tak chuj z tego.

Ona tymczasem wsiada z gracją, tak po elegancku, że i chapeux bais to za mało powiedzieć. No po prostu wsiada. Jej torebka z maka ląduje na fotelu, pomiędzy nimi, ale nie tak normalnie, jak ukłon wróżki ląduje. Dotyk skrzydeł niewidzialnej ćmy.

Ruszam auto, kurs na Ząbkowską. A wtedy czar pryska.

Błysk sodowej latarni przy Solidarności, rzut oka we wsteczne. I okazuje się, że panna Tadka ma kurwa wąsy. A do tego potwierdza kurs ta panna, głosem Tadeusza Sznuka:

– Tak, Ząbkowska – mówi barytonem.

Kurwa, Tomasz Knapik by się nie powstydził tego głosu, Frank Sinatra też. Chuj z nimi. Sam zazdroszczę. Ehh. Lepiej prowadź, Paweł. Prowadzę.

Oni tam tulą się do siebie, tam z tyłu wozu, migdalą na maxa. Dobrze, że torebka z maka pomiędzy nimi, już czosnkowy wolę zmywać niż…  lepiej nie myśleć.

I wiozę te słodkie chłopaki dalej, co miziu-miziu, przez most i na Pragę. Za chwilę jesteśmy.

Wysiadają oddzielnie, gdzieś tam ratują pozory. Za-rączkę-trzymania nie ma, tu na szmulkach. Nie przeszło by. Tu na Pradze? Bez szans. Może za dziesięć lat. Ale dziś  jest dziś, więc wysiadają osobno.

– To co, jeszcze jakieś gierki zarzucimy? – pyta Tadek. Krotochwilnie.

Panna z tyłu, za nim. Ociera wąsy z nadmiaru perły.

– Aha – odpowiada. Też krotochwilnie.

Jak Tomasz Knapik, jego głosem.

Serio.

_____________________

* Uwielbiam fryty z maka, chyba jak nikt. Mam z nimi duże doświadczenie. Zwłaszcza te uwielbiam pod tylnym fotelem znalezione przy porannym czyszczeniu auta. Nieco sponiewierane, trochę przydeptane, ciut wysuszone, mocno zbłocone. I amerykańskie, że haj.

– To co, panie Pawle, jeszcze o maka zahaczymy po drodze?

– Aha, tak. I jeszcze zatańcz mi kankana. Najlepiej na masce.

 

(Visited 309 times, 2 visits today)

Dodaj komentarz

Play
Play
Play
previous arrow
next arrow
Slider