Archiwum kategorii: Dzień

Wujek Janek – finał

  Część druga. W poprzednim odcinku. Flashback: Ranek, niedziela, myjka. Wołomin, to przede wszystkim. I dywaniki. Przy trzecim łapię zlecenie. Do Warszawy. Do miasta. Do życia. Podjeżdżam. Podchodzi panna. Trochę Naomi, trochę Kate. Ma długie nogi. I męża. Na którego właśnie czekamy. Całość tutaj: Wujek Janek – część pierwsza   __________________ Wychodzę z wozu, otwieram

foto: Paweł Grott

Wujek Janek – część pierwsza

  Jest dzień, jest niedziela, Wołomin ciężko wstaje, z trudem dycha. Z wolna podnosi się z kolan, ociera przekrwione oczy z przykrótkiego snu. Kolejny weekend minął, po sobotniej nocy trupów tu w Wołominie nikt nie liczy. Ci co przeżyli, ci zostali. A już zwłaszcza wiosną. Tak tu jest. Tymczasem klęczę na myjni, na Sikorskiego, generała Władysława,

foto: Paweł Grott

Majóweczka

  Bach! Łups! Plask! Dobiega z tylnej kanapy. I zaraz potem:  – A mam cię skurczybyku! Hehe. To ostatnie z satysfakcją, tak przez wielkie He. Do tego powtórzone: – No, popatrz, Hanka, jaki bydlak, kurna. Normalnie. Mam ją, sukę. Hehe. Lecę niespiesznie Marywilską w stronę Nieporętu, jak dla mnie te odgłosy to czysty spokój, tu i teraz. Wokół

foto: jf

Dwa klucze

Wychodzę z domu dziś trochę później niż zazwyczaj. Przyczyna prosta, odsypiałem weekend, piękna pogoda ostatnie dwa dni, więc i działo się na mieście. Wiara bawiła się oporowo i chlała. I nad Wisłą, i po krzakach, kurs za kursem wpadał cały czas. A każda laska w miniówce, a każdy kolo wypachniony. I z małpką w kieszeni, i radosny jak ta wiosna, co wreszcie

Foto: Max Pavlenko/war-saw.pl

Simple story

  Wieść gruchnęła nagle, bez sensu się wygadałem. A takie niusy po Mirowie to codzą, że hej. Pierwszy skomentował gospodarz. Gospodarz wie wszystko, od tego w końcu jest. – Witam, witam. Podobno się wyprowadzasz – rzucił krótko po szóstej rano, gdy wracałem z roboty. Odstawił miotłę, podał mi ciężką dłoń i przez chwilę zamilkł. – No tak –

autor: Paweł Grott

Cudnie jak w Łomiankach. Zwłaszcza w deszczu

Śmigam w ten weekend i w dzień, i w noc. Wytłumaczenie proste, nadrabiam imprezowe zaległości. Te balety z kumplami przy bilardzie, rzutkach i barze, o których było ostatnio. Dwa dni się po nich ogarniałem. A co. Warto było. Trzy zimne łyki Jest koniec miesiąca zaraz czynsz mam do zapłaty. Konkretnie we wtorek, przed świętem zmarłych. A czynsz to dwa tysie, niewyjęte. Co

foto: Paweł Grott

Aussie

  Dzisiaj piątek, więc robię wyjątek. Jeżdżę w dzień i w blasku słońca nad Warszawą, w korkach. Choć słabo mi to idzie, po prawdzie, ja, nocny król warszawskich szos jestem trochę zagubiony w tej widności dnia, w upale kamienic przy jerozolimskich. Nietoperz, batman, ten koń z pokładu ze szkolnej lektury, co w totalnej ciemności orze w czeluściach bezdennej kopalni, o tak.

foto: Paweł Grott

Mecenas

  Mecenas wychodzi do pracy o normalnej godzinie, jak każdy biały człowiek. Tuż przed dwunastą w południe widzę go, gdy zbliża się cienistą alejką, wychodzi zza kutych płotów, strzyżonych żywopłotów.  Wiek plus-minus trzydzieści, ubrany dość każualowo, w końcu piątek mamy. Jakieś jasne sztruksy, markowa koszula rozpięta na trzy guziki pod szyją, zakasane dość wysoko rękawy. Ajmsołfakingkul

foto: Paweł Grott

Letnie sukienki

  Mam kilku kumpli na uberze, którzy jeżdżą w dzień, a nie w nocy. Serio, podziwiam ich. Może nie tak bardzo jak Einsteina, Jana Nowaka-Jeziorańskiego, Vadisa Odidja-Ofoę, czy paru innych, ale jednak podziwiam. Dzisiaj nawet bardziej, niż kiedyś. Bo sam sprawdziłem, czym jest dzienna jazda w tygodniu, po Warszawie. I wiem, że nie chcę. Nie ważne czym. Na rowerze, w aucie, na uberze, w dużym,

foto: Paweł Grott

Ekipa

  Pięć minut po siódmej dzwonek do drzwi. Jest sobota, właśnie wróciłem do domu, zaraz kładę się spać. A tu dzwonek, taka niespodzianka. Ki chuj, myślę. Otwieram. Za drzwiami koleś w wysokich, granatowych rybaczkach zdejmuje długopis zza ucha. Tuż za nim jeszcze drugi, też w rybaczkach, trochę niższy, łysawy, z dużą teczką na narzędzia w dłoni.

Play
Play
Play
previous arrow
next arrow
Slider