Archiwum kategorii: Noc

foto: Paweł Grott / jf

Epic

  Jest wcześnie rano, gdy zgarniam Jacoba z okolic Parkingowej. Podjeżdżam, gość  już czeka wyraźnie kontemplując załamania krawężnika przy rogu Żurawiej. Słania się przy tym na miękkich kolanach, biedaczek, w sumie nie dziwi, kolejny orkan właśnie przetacza się znad zachodniej granicy. Orkan Seba, bądź Tadeusz tym razem, niedługo alfabetu nie starczy

Foto: Max Pavlenko/war-saw.pl

Opowieści z ramki. Włodek

– Hehe, wydymałem cię, podła wiedźmo – cieszy się Włodek. I przypala papierosa zapałką, mimo mocnego wiatru. Gdy wieje prawdziwie, tak jak teraz o wpół do szóstej rano na Tarchominie, wtedy warto obrócić się przodem do wiatru, z dłoni zrobić łódeczkę, w jej żaglach zapałka nie zgaśnie. Potem trzy sztachy, niezbędne do rozpalenia żaru, dłużej wątły

foto: Paweł Grott / jw

Michał, masz talent

  W życiu już tak jest, że jest różnie. Ludzkie talenty bywają w różnych kierunkach. Niektórzy budują replikę Notre Dame z miliarda zapałek, inni – na przykład taka Hanka – pięknie śpiewają gospel. O Hance historia była jakiś czas temu, może pamiętacie. Gospel Cóż, było minęło. Wspomnienie Hanki, tak jak i lato, wtedy w rozkwicie, tak jak

foto: Paweł Grott

Białe orły z Mazowieckiej

  Niedziela, dwunasty listopada. Wczesny ranek, tuż po czwartej, na ulicach już pustawo, Nie licząc śniegowej krupy. Krótko nad ranem zgarniam Jana i jego kumpli z Mazowieckiej, a jak. Mazo chodzi całą dobę; ta ulica jest niezawodna, jak kurwa zarzygany przez pasażera  fotel. Zawsze cię dopadnie, jak na uberze śmigasz, prędzej czy później. A jak nie śmigasz

foto: Paweł Grott / jf

Balgupal

  Mój pierwszy pasażer tego poranka ma na imię Balgupal. Wczesny listopad napierdala deszczem w szyby. Jest zgniło, jest nieprawdziwie. Jest prawie jak u braci Grimmów w tej niewiarygodnie ciemnej komnacie. Plus wściekłe zimno wokół. Nie ma opcji, żeby zapalić na zewnątrz, wiatr przegania momentalnie, gasi papierosa. Chowam się do wozu, palę przez szybę, po chwili łapię

Foto: Max Pavlenko/war-saw.pl

Kwadrans do Nadarzyna

Noc z soboty na niedzielę, ostatni weekend października. Noc szczególna, bo wydłużona zmianą czasu o całą godzinę, z letniego na jesienny. Jednym spać dłużej, większości balować. Mi akurat pracować. Więc jeżdżę, pracuję, wożę. Jestem w centrum, gdzieś przy hali Koszyki. Wymodnionej jak cały wszechświat, wypachnionej jak toskańskie pola. I mocno najebanej, jak warszawska

foto: Paweł Grott

Trzy zimne łyki

Bar, twardy dębowy bar. Równy blat, na nim trochę szkła. Skrzyneczka  z Jagermaisterem, zielona obok; ziołowa wódka się chłodzi na darmo. Nikt jej dzisiaj nie zamówi, nie to miejsce, nie ten czas. Tu nikt nie bierze jagera, nikt nie ma wąsów. Za to tyskie schodzi na potęgę, o dziwo, tu w warszawskim barze. I prosta wódka, kieliszek za 6

Nocą świat ma kły

  Nocą świat jest zły. A przynajmniej taki bywa. W sumie coś za coś, w dziennych korkach nie chcesz jeździć, więc gódź się na niegodziwości nocy. I jej zło, ukryte w cieniach mroku, w dawno opuszczonych ruderach, w ciemnych bramach, dokąd los cię rzuci prędzej, czy później, nieuchronnie, po pasażera. Czysta statystyka. A zło czai się w ciemności, o tym wiesz.

foto: Paweł Grott

Ostatnia akcja

  Radek każe na siebie dość długo czekać. Stoję w miejscu wskazanym przez niego w aplikacji. Czyli na pustym parkingu pod Lidlem, na dalekich Bielanach, krótko przed jedenastą w nocy. Wycieraczki w insigni rozmazują krople deszczu, wiatr zacina wściekle. Ot, uroki października, piździelnika. Dochodzi czwarta minuta odkąd dojechałem pod tego Lidla, gość się ewidentnie spóźnia. ‚Smętne

foto: Paweł Grott / jf

Ej, Wiktor nie śpij

Przy pawilonach na Smolnej koło Nowego Światu ogarniam Wiktora. Jest z panną, nawet fajną. Przynajmniej z buzi, bo resztę trudno określić, taka pora roku że okutane toto, zapakowane w płaszczyki, szaliki i w czapkach. Do tego pod parasolem, właśnie zaczęło siąpić. Myk i parasol złożony, jak skrzydła czarnego kruka, zmokniętego październikową słotą. Wrzucony beztrosko na tylną

Play
Play
Play
Arrow
Arrow
Slider