autor: Paweł Grott

World Press Photo

Kupuję fajki na statoilu przy Puławskiej. Z reguły laki strajki biorę, wersja eko, za to te mocne, czerwone. Coś dla greenpeace, coś w płuco, jasna sprawa. Pani Jola z nocnej zmiany zaskakuje mnie pytaniem: – Ale konkretnie, które pan chce? – pyta. – No te, co zawsze – dziwię się. Od ponad

Foto: Paweł Grott

Zaganiacz Waldek

Upał faktycznie zelżał. Na termometrze w aucie minus 12. Do tego wiatr zacina niemiłosiernie, czuję jak jadę Prymasa Tysiąclecia w stronę Bemowa, gdy tylko kończą się ekrany. Mocnego strzała wtedy dostaję w lewą burtę, od wiatru, kierownica w dwie dłonie aż, inaczej przypierdolę w barierki. STekiem w kombi akurat jestem, dla wiatru sama radość. Bo

Foto: Paweł Grott

Fioletowa serwetka

6:45. Zegar w aucie wskazuje rano, choć ciemno wszędzie. Warszawa spieszy się do pracy. Ja wręcz przeciwnie, kończę, sprzątam renówkę na stacji. Zawsze jest z czego. Okruchy nocnych eskapad moich pasażerów znajduję na tylnej kanapie, na podłodze, pomiędzy fotelami, w schowkach drzwiowych, dosłownie wszędzie. You name it, you have it. Nawet na podsufitce, gumy,

Foto: Max Pavlenko/war-saw.pl

James Bond z Migdałowej

Kilkanaście minut po ósmej rano, jestem na Ursynowie. Początek lata, Warszawa skąpana w porannym słońcu. Łapię zlecenie na Migdałową, mam niedaleko. Myk z Rosoła w prawo, za leklerkiem i już jestem. Gość czeka na ulicy, widzę go. Nietrudno zauważyć: ze dwa metry wzrostu, w ciemnogranatowym garniaku, czarne aviatory na oczach. Typ przestępuje z nogi na nogę, niecierpliwi się. Pewnie

Foto: Rafał Betlejewski

Letnie noce. Śpiewają zięby

W wakacje w tygodniu nocami Warszawa jest pusta. Nagrzany za dnia asfalt ulic z ulgą oddaje ciepło podmuchom lekkiego wiatru. Zieleń nocnych drzew przybiera fioletowy odcień. Liście na topolach, jak gładkie lustra odbijają neony stolicy. Do tego przed świtem obłędnie śpiewają zięby*. Takie:  ‚tiiididi-tiiididi-pik’ robią. Mega charakterystyczne, fajnie im to wychodzi. Kiedyś łapano

Foto: Max Pavlenko/war-saw.pl

Iza o boskich udach

Zlecenie Krakowskie Przedmieście. Weź tam kurwa dojedź. Strefa ograniczonego ruchu pojazdów. Taryfiarz nie jestem, auto dzisiaj bardziej sportowe niż hybrydowe, blachy inspektora weterynaryjnego też chwilowo nie posiadam /hybrydy mogą jeździć po krakowskim i nowym światem, a o blasze weta napiszę niebawem/. Już miałem anulować, gdy dzwoni telefon. Pasażerka Iza. – Pan Uber?

Foto: Max Pavlenko/war-saw.pl

Inspiracje. Ashley

Przy dworcu autobusowym czeka zziębnięta Ashley Brooks. Wygląda jak ludzik miszelina i to wcale nie kwestia tuszy. Bo gruba nie jest. To znaczy chyba nie jest, ciężko rozpoznać. Tak dokładnie opakowana w puchową kurtkę, puchowe spodnie* i rękawiczki, że nie wiadomo. Po rysach twarzy wnioskuję, że nie gruba, te są drobne. I bardzo zziębnięte. Zębami dzwoni jak

Foto: Max Pavlenko/war-saw.pl

Nocne zjawy

Nocami wozi się młodzież. To znaczy podróżuje. Godzina hardkorowa, pomiędzy 2 a 4 nad ranem, imię klienta na apce też. Horacy, Wincent bądź Seba. W wydaniu kobiecym to Wiktoria, Maggie i nieśmiertelna Olivia. Raz trafił się nawet Karol Wojtyła. Tak dla żartu. A co. Adres odbioru z reguły dziwny, szczere pola, opuszczona fabryka, klimat ogólnie

Foto: Max Pavlenko/war-saw.pl

Znów E. Drugie rozdanie

Następnej nocy E. pisze ponownie. Krótki sms  o 23 z minutami: „Jeździsz po Bemowie?” Nie zauważam.  Akurat kurs za kursem łapię, przedświąteczna zawierucha, ludzie wożą się, a co. Odczytuję grubo po północy. Morda mi się śmieje, Od razu odpisuję: „wszędzie jeżdżę”. Zgodnie z prawdą. Jestem akurat na Kabatach, lata świetlne od Bemowa. Najwyżej teleportuję się,

Foto: Max Pavlenko/war-saw.pl

Bilard, bramini i alko

Gram w bilarda na Jerozolimskich. To znaczy wirtualnie gram, na komórce, bo w robocie jestem, w aucie siedzę, czekam na zlecenie. Od pół godziny. Posucha dzisiaj, więc na komórce gram. Na razie bilans słaby.  Dwie wygrane, trzy w plecy. Niezbyt dobrze. Ale ta gra będzie moja., wyrównam.. Przeciwnik egzotyczny. Taka pora dnia nocy. Rahmid w odległym Iraku, teraz