Foto: Max Pavlenko/war-saw.pl

E.

Pierwszy dzień świąt. Boże Narodzenie AD16. Choć pogodowo raczej przełom piździelnika z liściopadem. I to nie w Warszawie, a w Bergen. Podobno najbardziej deszczowym mieście świata. Nie zazdroszczę temu, co sprawdzał. Na termometrze delikatny plus, z nieba pada chuj-wie-co. Wiozłem niedawno pewną Niemkę na lotnisko, w podobną pogodę. Spytałem, jak się nazywa połączenie deszczu ze śniegiem, po niemiecku.

Święty miki

Dzisiaj świątecznie. Choć historia dzieje się parną letnią nocą. I to nie w Laponii, a po swojsku, na Czerniakowie. Taka historia. Mimo to świąteczna. Jest środek tygodnia, wakacje. W apce widzę, że wysokie stawki w miasteczku Wilanów. I to bardzo. Przelicznik razy dwa i pół. albo i lepiej. Taryfiarz za przewóz mostem 2x tyle nie weźmie* /patrz pod postem/. Zatem gnam

Foto: Max Pavlenko/war-saw.pl

Baśka

Barbarę ogarniam z dalekiej Białołęki. Prawie Ząbki, albo Marki. Stoi pomiędzy samochodami na parkingu, pali papierosa. Środek nocy, moja ulubiona pora. Podjeżdżam. Czarne auto, czarna noc. I ja. Książe kurwa ciemności. Szupła, długonoga blondi. Włosy w kucyk, gładko do tyłu. Wsiada na tylne siedzenie, torebka wielkości sporego plecaka ląduje obok. Kurs na Ochotę.

Foto: Rafał Betlejewski

Całkiem inny Konrad

W piątek nad ranem łapię kurs z Mazowieckiej. Odbiór pod Organzą. Kurwa, nie lubię tam jeździć w weekendowe noce, wolę gdy klienci zamawiają kursy gdzieś z uliczek obok, z Jasnej, Kredytowej albo Traugutta. Na samej Mazowieckiej jest zawsze tłok, ścisk, nie ma jak poczekać na pasażera, bo cały ruch jednym pasem, prawym, lewy blokują taksówkarze. I są jak sklonowani:

Foto: Max Pavlenko/war-saw.pl

Magdalena

Pod Novotelem czeka na mnie Magda. A właściwie Pani Magdalena, bo tak tytułujemy siebie od wejścia. Pani Magdaleno, Panie Pawle. Kurtuazja z odrobiną kokieterii. Wtorek, północ z niewielkim okładem, pewnie wyszła z któregoś lokalu na Parkingowej. Magda jest szczupłą wysoką blondynką, z dużym biustem. Efemeryczne rysy twarzy, drobna, dobrze ubrana. Bardzo w moim typie. Widzę ją

Foto: Max Pavlenko/war-saw.pl

Historia z happy-endem

Podjeżdżam na Podwale /pod Podwale? Głupio brzmi/. Wchodzi chłopak z panną. Panna taka, że ja oczy na słupkach, no ale nie jest sama. Z wyglądu przeciętniaczek, drzwi jej otwiera, tylne. Ona szczupła, mega zgrabna, cycek na miejscu, lekko myszowata, włosy w kasztan, mini taka, że prawie tej mini nie ma. Zabójstwo dla zmysłów. A do tego pachnąca.

Foto: Rafał Betlejewski

Angela

Jest Angela. 2-ga z minutami, plac Bankowy. Zjeżdżałem z centrum przekimać się w wozie gdzieś na Tarchominie, poczekać na ranne kursy na lotnisko. A tu zlecenie. Biorę, choć oczyska się kleją jakby kropelką* posmarowane. ‚Co kropelka sklei, sklei…’ – nie jest dobrze, Paweł. Dwa łyki energetyka, ruch nadgarstkiem po powiekach. Zahaczam prawym kołem o krawężnik.

Foto: Rafał Betlejewski

Czar pryska

Jest taka kategoria pasażerów, co bohaterów ma o różnych imionach, za to mianownik wspólny: Kolesie z mega najebanymi pannami. I scenariusz podobny: Podjeżdżam pod adres. Zawsze siedzą. Na krawęźniku, na chodniku, na barierce przy klombie, na czymkolwiek. Gdzie się da. Facet obejmuje dziewczynę, ona pół-śpi mu na ramieniu. Z daleka nawet dość romantycznie to wygląda. Później czar

Foto: Rafał Betlejewski

Po gospodarsku

Jest wczesny ranek. Wracam do domu po nocce. Zjebany jak koń pociągowy. Albo dwa, nie rozróżniam. Pod blokiem widzę dozorcę, a właściwie gospodarza domu: – Pan spod którego? – krzyczy z 20 metrów. – Spod czterdziestki. – Dobijałem się do pana wczoraj kilka razy. Liczniki trzeba spisać. Bo jak nie, to naliczą podwójnie i będzie