Foto: Max Pavlenko/war-saw.pl

Bilard, bramini i alko

Gram w bilarda na Jerozolimskich. To znaczy wirtualnie gram, na komórce, bo w robocie jestem, w aucie siedzę, czekam na zlecenie. Od pół godziny. Posucha dzisiaj, więc na komórce gram. Na razie bilans słaby.  Dwie wygrane, trzy w plecy. Niezbyt dobrze. Ale ta gra będzie moja., wyrównam.. Przeciwnik egzotyczny. Taka pora dnia nocy. Rahmid w odległym Iraku, teraz uważaj!

Foto: Max Pavlenko/war-saw.pl

DJ Kuba Trzy Próby

Jakuba widzę od razu, z daleka. Wychodzi z klatki przy Jana Pawła i w pląsach podchodzi do wozu, macha otwartą dłonią. Najebany jak stodoła. Na trzy próby otwiera drzwi pasażera z przodu i wsiada. A raczej wpada. –  Cześć Uberze! – woła. – Jestem Jakub! – Witam panie Jakubie – odpowiadam, z rezerwą. Nie ubię takich przyjemniaczków.

Grzesiek w pełni

Nad Warszawą pełnia księżyca. Łysy zawsze świeci wtedy od południowej strony, oświetla zimnym blaskiem skyline stolicy. Jest druga nad ranem, mnożniki* w centrum jak oszalałe, na Jerozolimskich łapię zlecenie. Grzesiek. Adres odbioru Polonia Palace, pinezka wbita dumnie w środek Wisły, a pasażer… wiadomo, że nie wiadomo gdzie. Przyjmuje zlecenie i od razu dzwonię. Co robić, mnożnik

Miasto psów

Wsiadają Anglicy.  Przy placu Grzybowskim. Minuta po Brexicie, może dwie. Albo oni, albo Brytole + Amerykanie. Albo odwrotnie. Normalnie rozróźniam po akcencie, ale w czwartej godzinie jazdy, o pierwszej w nocy trochę mniej. Może jedni i drudzy, czy to ważne. W każdym razie ten główny, zamawiający jest Steve. –  How is your night? – pytam Stiwa moim Oxfordrem

Foto: Max Pavlenko/war-saw.pl

E.

Pierwszy dzień świąt. Boże Narodzenie AD16. Choć pogodowo raczej przełom piździelnika z liściopadem. I to nie w Warszawie, a w Bergen. Podobno najbardziej deszczowym mieście świata. Nie zazdroszczę temu, co sprawdzał. Na termometrze delikatny plus, z nieba pada chuj-wie-co. Wiozłem niedawno pewną Niemkę na lotnisko, w podobną pogodę. Spytałem, jak się nazywa połączenie deszczu ze śniegiem, po niemiecku. I czy w ogóle

Święty miki

Dzisiaj świątecznie. Choć historia dzieje się parną letnią nocą. I to nie w Laponii, a po swojsku, na Czerniakowie. Taka historia. Mimo to świąteczna. Jest środek tygodnia, wakacje. W apce widzę, że wysokie stawki w miasteczku Wilanów. I to bardzo. Przelicznik razy dwa i pół. albo i lepiej. Taryfiarz za przewóz mostem 2x tyle nie weźmie* /patrz pod postem/. Zatem gnam w tamtą stronę. W sumie,

Foto: Max Pavlenko/war-saw.pl

Baśka

Barbarę ogarniam z dalekiej Białołęki. Prawie Ząbki, albo Marki. Stoi pomiędzy samochodami na parkingu, pali papierosa. Środek nocy, moja ulubiona pora. Podjeżdżam. Czarne auto, czarna noc. I ja. Książe kurwa ciemności. Szupła, długonoga blondi. Włosy w kucyk, gładko do tyłu. Wsiada na tylne siedzenie, torebka wielkości sporego plecaka ląduje obok. Kurs na Ochotę.

Foto: Rafał Betlejewski

Całkiem inny Konrad

W piątek nad ranem łapię kurs z Mazowieckiej. Odbiór pod Organzą. Kurwa, nie lubię tam jeździć w weekendowe noce, wolę gdy klienci zamawiają kursy gdzieś z uliczek obok, z Jasnej, Kredytowej albo Traugutta. Na samej Mazowieckiej jest zawsze tłok, ścisk, nie ma jak poczekać na pasażera, bo cały ruch jednym pasem, prawym, lewy blokują taksówkarze. I są jak sklonowani:

Foto: Max Pavlenko/war-saw.pl

Magdalena

Pod Novotelem czeka na mnie Magda. A właściwie Pani Magdalena, bo tak tytułujemy siebie od wejścia. Pani Magdaleno, Panie Pawle. Kurtuazja z odrobiną kokieterii. Wtorek, północ z niewielkim okładem, pewnie wyszła z któregoś lokalu na Parkingowej. Magda jest szczupłą wysoką blondynką, z dużym biustem. Efemeryczne rysy twarzy, drobna, dobrze ubrana. Bardzo w moim typie. Widzę ją

Foto: Max Pavlenko/war-saw.pl

Historia z happy-endem

Podjeżdżam na Podwale /pod Podwale? Głupio brzmi/. Wchodzi chłopak z panną. Panna taka, że ja oczy na słupkach, no ale nie jest sama. Z wyglądu przeciętniaczek, drzwi jej otwiera, tylne. Ona szczupła, mega zgrabna, cycek na miejscu, lekko myszowata, włosy w kasztan, mini taka, że prawie tej mini nie ma. Zabójstwo dla zmysłów. A do tego pachnąca. No i rozmarzyłem