foto: Paweł Grott

Wigilijny śledzik – część 1.

  Krótko po drugiej w nocy, wpół-śpiący, łapię zlecenie na Ursynowie. Machinalnie potwierdzam przyjęcie w aplikacji, przecieram oczy, staram się sprawdzić adres. Niby powinno wyświetlić od razu, tym razem telefon coś długo mieli, przetwarza dane z dżipiesa. Za to imię klienta wyskakuje natychmiast: Kondzio. I już wiem, że będzie wesoło. Po chwili pojawia się też

Foto: Max Pavlenko/war-saw.pl

Dagmara

  Przy Jerozolimskich 42, tam obok Kebab Kinga, tuż za skrzyżowaniem z Kruczą staję na awaryjnych. Niedzielny przedświt, połówka listopada. Pogoda chujowa, coś tam siąpi, mocno dmucha. Wiadomo, witamy w Polsce. Za to alkohol tu u nas rozgrzewa, jak nigdzie. Wielu to docenia, wielu bawi się w mieście, choć już prawie świta. Tym razem

Foto: Max Pavlenko/war-saw.pl

Opowieści z ramki. Hey, Mr. Snowman

  Niech to szlag, wyrzuciło mnie aż za Wołomin. I to w drugim kursie dzisiejszej nocy. Na zewnątrz wieje i dmucha, wczesny śnieg zacina ukosem. Po prostu bajecznie. Nic to, płuca nie sługa, zapalić trzeba. Wychodzę z wozu na tym wypizdowie, odpalam szluga. Tępo zapatruję się w twardą ramkę laków strajków. I momentalnie widzę taką oto historię.

foto: Paweł Grott

Przy Katowickiej

  Justynę gniecie dzika furia. Widzę to chwilę po tym, jak podjeżdżam w ciemną uliczkę na Saskiej Kępie. Katowicka. Filigranowa panna gdzież a gdzież by, stoi na chodniku, a raczej miota się, skacze, wrzeszcząc coś w kierunku kolesia, co obok. Stara się go kopnąć przy tym, albo przynajmniej ugryźć. Sam nie wiem, co się stara.

Foto: Max Pavlenko/war-saw.pl

Greckie wino

  Odbieram Monikę w czwartek wieczorem spod Parosa, greckiej knajpy przy Jasnej, róg Świętokrzyskiej.  Migam  kierunkiem z prawego pasa, staję w nielegalnej zatoczce tuż naprzeciwko wejścia. Przed sobą mam kilka taksówek i kilku lewusów, zajmuję ostatnie wolne miejsce. Cudem udało mi się zmieścić prawie-pięć-metrów mondziaka w tej zatoczce, kolejne auto już nie podjedzie,

foto: Paweł Grott / jf

Epic

  Jest wcześnie rano, gdy zgarniam Jacoba z okolic Parkingowej. Podjeżdżam, gość  już czeka wyraźnie kontemplując załamania krawężnika przy rogu Żurawiej. Słania się przy tym na miękkich kolanach, biedaczek, w sumie nie dziwi, kolejny orkan właśnie przetacza się znad zachodniej granicy. Orkan Seba, bądź Tadeusz tym razem, niedługo alfabetu nie starczy

Foto: Max Pavlenko/war-saw.pl

Opowieści z ramki. Włodek

– Hehe, wydymałem cię, podła wiedźmo – cieszy się Włodek. I przypala papierosa zapałką, mimo mocnego wiatru. Gdy wieje prawdziwie, tak jak teraz o wpół do szóstej rano na Tarchominie, wtedy warto obrócić się przodem do wiatru, z dłoni zrobić łódeczkę, w jej żaglach zapałka nie zgaśnie. Potem trzy sztachy, niezbędne do rozpalenia żaru, dłużej wątły

foto: Paweł Grott / jw

Michał, masz talent

  W życiu już tak jest, że jest różnie. Ludzkie talenty bywają w różnych kierunkach. Niektórzy budują replikę Notre Dame z miliarda zapałek, inni – na przykład taka Hanka – pięknie śpiewają gospel. O Hance historia była jakiś czas temu, może pamiętacie. Gospel Cóż, było minęło. Wspomnienie Hanki, tak jak i lato, wtedy w rozkwicie, tak jak

foto: Paweł Grott

Białe orły z Mazowieckiej

  Niedziela, dwunasty listopada. Wczesny ranek, tuż po czwartej, na ulicach już pustawo, Nie licząc śniegowej krupy. Krótko nad ranem zgarniam Jana i jego kumpli z Mazowieckiej, a jak. Mazo chodzi całą dobę; ta ulica jest niezawodna, jak kurwa zarzygany przez pasażera  fotel. Zawsze cię dopadnie, jak na uberze śmigasz, prędzej czy później. A jak nie śmigasz

foto: Paweł Grott / jf

Balgupal

  Mój pierwszy pasażer tego poranka ma na imię Balgupal. Wczesny listopad napierdala deszczem w szyby. Jest zgniło, jest nieprawdziwie. Jest prawie jak u braci Grimmów w tej niewiarygodnie ciemnej komnacie. Plus wściekłe zimno wokół. Nie ma opcji, żeby zapalić na zewnątrz, wiatr przegania momentalnie, gasi papierosa. Chowam się do wozu, palę przez szybę, po chwili łapię